Przepłynąć ocean – jakie to proste...

  • 19.03.2017, 05:02
  • Lidia Tul-Chmielewska
Przepłynąć ocean – jakie to proste... fot. Lidia Tul-Chmielewska
Wielbiciele Romualda Koperskiego, znakomitego podróżnika, spotkali się z nim w Zagrodzie Chryszczata w Smolniku, 9 marca. Romek wraz z żoną Kasią przedstawili przyjaciołom i znajomym krótki film podsumowujący samotny rejs.

Przypomnijmy, że Koperski przepłynął samotnie 3 tysiące mil morskich na łodzi wiosłowej "Pianista", z wysp Kanaryjskich do Wysp Karaibskich. Podróżnik płynął przez Atlantyk od października ubiegłego roku. Do celu, czyli do brzegu wyspy Tobago (port Scarborough), dotarł po 77 dniach, a dokładniej 16 stycznia o godzinie 19.10.

Wyprawa zakończyła się więc ogromnym sukcesem.

Krótki film, który zainteresowani mogli obejrzeć w trakcie spotkania w Smolniku, zwięźle zobrazował zmagania człowieka z żywiołem, z samotnością, z dobrym i gorszym nastrojem, jak również z licznymi kontuzjami i strachem o życie. Podczas wyprawy łódź podróżnika przewróciła się bowiem dwukrotnie.

- Wtedy wszystko jest mokre, nie działało nawet radio - mówi Koperski.

Jacek Pietraszkiewicz, szef załogi lądowej, tak napisał o podróżniku na jednym z portali społecznościowych:
- Trwa nierówna walka człowieka z oceanem. Dziś seria wymiany danych nawigacyjnych. Zmęczonemu Romualdowi Koperskiemu trudno jest teraz wiosłami pomóc prądowi, który miał go zanieść na Barbados. Doskwiera jednak brak żywności i obolałe ciało. Ostatnią porcję żywności zjadł kilka dni temu z nienaruszalnego zapasu ewakuacyjnego. Na szczęście działa odsalarka i ma wody pod dostatkiem - kończy swój wpis Pietraszkiewicz.

Do słów szefa załogi lądowej odniósł się sam Koperski:
- Jedzenia wziąłem za mało, myślałem - jakoś to będzie, no i efekt był taki, że schudłem 20 kg. Starałem się łowić ryby. Ale w moim przypadku nie było to wcale takie łatwe, bo jestem z tych, którzy okno otwierają, żeby muchę wypuścić. W końcu jednak głód zwyciężył. Na szczęście zdarzały się też takie momenty, kiedy nie musiałem wcale rzucać wędki, ryby po prostu wskakiwały mi same na pokład.

Podróżnik na koniec spotkania odniósł się jeszcze do swojego filmu.

- Ocean mnie zmienił, a najważniejsze, co w życiu może być dla człowieka to drugi człowiek. Chciałem podziękować zwłaszcza mojej żonie Kasi, która wytrwale niczym Penelopa czekała, prowadziła dzień po dniu, bowiem z wykształcenia jest meteorologiem. To jej wskazówki i dobre słowa były najjaśniejszą gwiazdą - skwitował.

Koperski zapowiedział, że lada dzień ukaże się obszerniejszy film z wyprawy przez Atlantyk oraz już zdradził tajemnicę, że w maju zawita na dłużej w Bieszczady. Zabierze się tutaj do pisania kolejnej książki.

Lidia Tul-Chmielewska
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe