Strzelać każdy może...

  • 22.03.2017, 16:00
  • Rozmowę przeprowadził Tomasz Kulpiński
Strzelać każdy może... fot. Tomasz Kulpiński
Paweł Stefański, dyrektor Gimnazjum nr 1 im. Grzegorza z Sanoka, jest inicjatorem i prezesem Sanockiego Stowarzyszenia Strzeleckiego "Sagittarius", posiadaczem licencji instruktora strzelectwa sportowego.

Pana podopieczni biorą udział w licznych zawodach, zdobywając wysokie lokaty.
– Tak, to prawda. Na jednym z ostatnich zawodów zdobyliśmy, co prawda, dopiero 5. miejsce, ale wśród dziewcząt w kategorii gimnazjum Kamila Borowy uzyskała indywidualnie 2. pozycję. Startowało w sumie 116 zawodników z gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Również drugi był Szymon Krysa, też reprezentant naszej szkoły. Rywalizacja drużynowa nie jest łatwa, ponieważ wymaga wyników na jak najlepszym poziomie wszystkich zawodników. Strzelano z karabinka pneumatycznego. Zespołowo raczej wypadliśmy słabo, bo na przykład chłopak, który dobrze zawsze strzelał na treningach, na zawodach się nie popisał. A Kamila odwrotnie. I co ciekawsze, jej zmagania z inną uczennicą z gimnazjum katolickiego z Krosna były do końca pasjonujące. Aby ustalić, która była lepsza, trzeba było przeanalizować wyniki z poszczególnych serii strzelania. W pierwszej strzeliły tyle samo punktów. Wówczas sprawdza się wyniki drugiej serii, ... a w tej też miały jednakową ilość trafień. Wtedy bierze się pod uwagę liczbę trafionych 10., a moja podopieczna miała ich więcej od rywalki i dzięki temu zajęła 2. miejsce.

Proszę, panie dyrektorze, opowiedzieć czytelnikom o powstawaniu stowarzyszenia.
– Wszystko zaczęło się od prywatnych prób, od pasji strzeleckiej mojej i mojego kolegi, Sylweriusza Gaszczyka. Najpierw strzelaliśmy z wiatrówek, czasem ćwiczyliśmy strzelanie z łuku. No i tak zaczynało się moje sportowe strzelectwo. Kiedy już z kolegą Sylweriuszem nabraliśmy trochę doświadczenia, uznaliśmy, że warto rozwinąć naszą działalność i ująć ją w jakieś ramy organizacyjne. Najpierw Sylweriusz, który wówczas pracował ze mną w gimnazjum, obecnie pracuje w I LO w Sanoku, zrobił sobie uprawnienia instruktora strzelectwa sportowego. Zaczęliśmy w mojej szkole gromadzić zainteresowaną młodzież i szukaliśmy miejsca do ćwiczeń. Największym problemem było, gdzie trenować, nie mogliśmy przecież ustawiać stanowisk strzeleckich np. na korytarzu szkolnym. Ta dyscyplina wymaga szczególnych warunków i wręcz rygorystycznych ram organizacyjnych czy technicznych.

A jak było ze sprzętem, skąd braliście karabiny?
– Korzystaliśmy z prywatnych wiatrówek, na które, oczywiście, mieliśmy pozwolenie, ale one raczej nie pasowały do rywalizacji sportowej, ponieważ to typ PCP, mający optyczne przyrządy celownicze i przeznaczony do trafiania w cel oddalony o 30, 40 metrów. A w zawodach sportowych oddaje się strzał z odległości 10 m. Początkowo dokupiliśmy dwie wiatrówki, a później dzięki ofiarności pana Jerzego Jakieły oraz zaangażowaniu majora Żyłki z sanockiego WKU wzbogaciliśmy się o nowe wyposażenie – 4 karabinki pneumatyczne, 3 ekrany strzeleckie, tarcze magnetyczne i urządzenia treningowe.

Szukaliśmy miejsca w SPGK i w Nafcie, ale, jak się okazywało, tam już nie funkcjonowały potrzebne nam obiekty. Wówczas trafiliśmy szczęśliwie do ZS-2, czyli do, popularnie zwanego, Mechanika, który też nosi, tak jak nasze gimnazjum, imię Grzegorza z Sanoka. Tam ówczesny dyrektor Marian Kuzicki udostępnił nam salę na piwnicznym poziomie, która doskonale się nadawała na strzelnicę. Na polecenie dyrektora uporządkowano i odmalowano pomieszczenie. Załatwiliśmy sponsora na farbę. Resztą zająłem się już sam z młodzieżą. W międzyczasie zrobiłem uprawnienia instruktora strzelectwa sportowego.

Więcej w 11 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

Rozmowę przeprowadził Tomasz Kulpiński
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe