Przeciera drogi do ubogich i bezdomnych

  • 9.04.2017, 16:00
  • Agnieszka Szczepańska
Przeciera drogi do ubogich i bezdomnych Agnieszka Szczepańska
Nie ma dla niej przeszkód nie do pokonania. Żelazna konsekwencja i upór w dążeniu do celu, pasja społecznikowska, bezinteresowność, pomysłowość. Urodzona liderka, która potrafi angażować do swoich działań inne osoby. Nigdy nie myśli o tym, żeby odpocząć. Mimo 83 lat rozpoczyna właśnie kolejny projekt.

Za 25-letnią działalność społeczną Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich przyznał Wandzie Wojtuszewskiej Odznakę Honorową "Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka". Wręczył ją laureatce osobiście podczas uroczystości, która odbyła się 4 października 2016 r. na zamku w Sanoku. Wanda Wojtuszewska ma już na swoim koncie inne nagrody, m.in. Krzyż Pro Ecclesia et Pontifice przyznany jej przez Jana Pawła II, a także – "W uznaniu szczególnych osiągnięć" – wpis do Złotej Księgi Polskiego Samorządu 2002.

Nakaz pracy dla harcerki
Nie jest rodowitą sanoczanką. Urodziła się w Gorlicach, miała pięcioro rodzeństwa. Dzieciństwo, które przypadło na czas II wojny światowej, zapamiętała jako czas głodu i strachu przed wywózką. Sama w domu uczyła się alfabetu, dopytując mamy, jak czyta się poszczególne literki. Do szkoły poszła od razu do drugiej klasy. Nie miała butów, zeszytów, książek... Za to szybko stała się jedną z najlepszych uczennic. Liceum pedagogiczne w Gorlicach o specjalności harcerskiej ukończyła z takim wynikiem, że stały przed nią otworem wszystkie uczelnie w Polsce. Musiała jednak przede wszystkim zapracować na swoje utrzymanie. Tak trafiła do Sanoka – na podstawie nakazu pracy. Miała jednak wcześniejszy sanocki epizod: we wrześniu 1949 r., jako znakomita sportsmenka, została wytypowana do nowo powstałego wówczas w Sanoku liceum pedagogicznego o profilu wychowanie fizyczne, brakowało jej jednak pieniędzy na opłacenie internatu. W 1954 r. przyjechała do Sanoka już na stałe, mimo że początki były trudne. Sypiała w mikroskopijnej "jaskółce" na strychu, w nieogrzewanym wynajmowanym pokoiku, gdzie hulał wiatr; przez pewien czas nocowała nawet na leżance w pokoju nauczycielskim. Poznała na własnej skórze, co znaczy bieda i bezdomność, ale doświadczyła też pomocy i życzliwości innych. W 1959 r. wyszła za mąż. Urodziła troje dzieci: Jerzego, Beatę i Agnieszkę; ma pięcioro wnuków, z których najmłodszy ma już 17 lat. Po urodzeniu pierwszego dziecka zaczęła mieć problemy zdrowotne z kręgosłupem, nie mogła niczego dźwigać. Mimo to już w trzy miesiące po porodzie zdawała egzaminy na studiach. Ukończyła zaocznie studium nauczycielskie w Rzeszowie, a następnie matematykę i fizykę w Wyższej Szkole Pedagogicznej, również w Rzeszowie. Mąż pracował w Autosanie, zmarł w 2011 r. Wszystkie dzieci założyły rodziny i przebywają obecnie za granicą. Obie córki, wzorem matki, społecznie pomagają potrzebującym, a synowa jest w Kanadzie działaczką pro-life.

Pedagog z powołania
Jeszcze w szkole pomagała słabszym kolegom w nauce, zwłaszcza matematyki i fizyki. Uczyła w sanockiej jedenastolatce, potem w koedukacyjnym II LO i w szkole podstawowej przy ul. Kochanowskiego. Tu w klasie piątej zebrano dla niej "kwiat młodzieży" stwarzającej problemy wychowawcze. Po roku ciężkiej pracy z dziećmi i ich rodzicami klasa "wyszła na prostą", wydała laureatów konkursów i olimpiad. Była nauczycielką wymagającą, ale sprawiedliwą.

- Jestem jej uczennicą – mówi Józefa Bach. - Uczyła mnie w podstawówce matematyki. Dzięki niej polubiłam ten przedmiot i przestałam się go bać.

Pracowała i ze zdolnymi, i ze słabszymi uczniami, prowadziła kółka matematyczne; zdarzyło się jej nawet opracować matematyczny taniec i piosenkę. Jako instruktor turystyki organizowała coroczne obozy harcerskie. Zawsze brakowało jej czasu.

Są ludzie biedni, których widziałam...
W 1989 r. Wanda Wojtuszewska wraz z innymi kandydatami na radnych z Komitetu Obywatelskiego z rejonu Śródmieścia zaczęli roznosić po uboższych domach produkty żywnościowe. Zobaczyli ogrom potrzeb. Gdy wszyscy weszli do rady miasta, nadszedł czas realizacji obietnic wyborczych.

- Przez wiele lat z nią współpracowałem. Ona wprost mówiła: Na terenie miasta są ludzie biedni, których widziałam; nie piją alkoholu, trzeba im pomóc. Z niesamowitą cierpliwością, konsekwencją naciskała – opowiada Zygmunt Żyłka.

Pojawił się pomysł, aby utworzyć koło Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta. Podobne istniały już w Nowym Sączu i w Rzeszowie. Jako pierwsza, w listopadzie 1991 r. została uruchomiona jadłodajnia przy ul. Sienkiewicza, w pomieszczeniach po dawnym barze Express. W sierpniu 1992 r. na tyłach budynku przy ul. Kościuszki powstał Dar Serca, czyli punkt zbiórki odzieży, sprzętu gospodarstwa domowego i mebli dla potrzebujących. Rok później powstała tam też łaźnia. Jednak najbardziej znane dzieło to Schronisko dla Bezdomnych Mężczyzn, przemianowane w 1999 r. na Dom Inwalidy Bezdomnego. Miasto przekazało na ten cel budynek na Olchowcach z klauzulą, że ma on służyć wyłącznie na cele charytatywne. Pierwsi trzej bezdomni mężczyźni pojawili się w nieukończonych jeszcze pomieszczeniach z zaskoczenia, w śnieżną zadymkę w lutym 1993 r. Gdy podopiecznych przybywało, musieli pomagać w utrzymaniu schroniska: sprzątali ulice, jeździli do pracy w masarni w Zagórzu, w tartaku u Dyrkacza, wyburzyli odpłatnie trzy budynki w Sanoku. Ponadto pracowali przy schronisku, przy wyrywaniu chwastów, zasypywaniu dziur, remoncie i sprzątaniu, uprawie trzech działek, żeby mieć własne warzywa. Schronisko zapewniało im i zapewnia nadal nie tylko miejsce do spania i wyżywienie, ale także opiekę medyczna, rehabilitacyjną, psychologiczną, duchową, pomoc w załatwianiu spraw osobistych.

W maju 1997 r. Towarzystwo Pomocy św. Brata Alberta uruchomiło przy ul. Rymanowskiej Dom Opieki Społecznej dla osób wymagających całodobowej opieki medyczno-pielęgnacyjnej. To małe hospicjum zostało przeniesione do zaadaptowanego budynku w dawnych koszarach na Olchowcach, który w 2002 r. przekazało towarzystwu starostwo.

- I dom opieki paliatywnej, i jednocześnie duże Schronisko Brata Alberta, i jadłodajnia, to są jej zasługi. Wszystko zostało przejęte po niej. Tego nie można nie widzieć, nie docenić. To owoce jej pracy – mówi Maria Żyłka. - Sanok był jednym pierwszych miast, które rzeczywiście szło drogą Brata Alberta i które pierwsze miało schronisko dla ubogich – dodaje.
- Z początku tam było kilkanaście łóżek - wspomina hospicjum Zygmunt Żyłka. - Myśmy tam chodzili bardzo często. Pamiętam te wszystkie staruszki czy tych dziadków, którzy byli chorzy, nie mogli w ogóle chodzić; to była duża troska. I ona gdzieś te pieniądze wychodziła i wystarała się o nie; w mieście, i nawet do osób prywatnych gdzieś wstępowała i wydzwaniała, że taka i taka sytuacja.

W listopadzie 2007 r. dotychczasowy zarząd Towarzystwa, na którego czele stała Wanda Wojtuszewska, nie otrzymał absolutorium. Jak wspomina ówczesna sekretarz zarządu Elżbieta Kędra, nie przedstawiono żadnych zarzutów, w kasie znajdował się spory zapas gotówki (200 tys. zł), a wszystkie placówki funkcjonowały normalnie.

W 2007 r. Towarzystwo otrzymało nagrodę Pro Publico Bono, przyznawaną za podejmowanie inicjatyw obywatelskich, m.in. z zakresu pomocy społecznej i działalności charytatywnej. Choć uhonorowano w ten sposób dzieło powstałe dzięki pani Wandzie, nagrodę – 45 tys. złotych – odebrali już następcy w czerwcu 2008 r.

Pomyślałam, że jest taki sam jak Brat Albert...
Wanda Wojtuszewska nie należy jednak do osób, które pogrążają się w rozgoryczeniu i rozpamiętywaniu krzywd. Szybko, bo jeszcze w 2007 r., pojawił się pomysł utworzenia Stowarzyszenia Pomoc Rodzinie im. św. ks. Zygmunta Gorazdowskiego. Zainspirowała ją uchwała rady miasta o ustanowieniu tego świętego patronem Sanoka.

– Pomyślałam, że jest taki sam jak Brat Albert – mówi pani Wanda. - Zebrała się grupa pierwszych sześciu osób. Stowarzyszenie zostało zarejestrowane 15 kwietnia 2008 r., a rok później uzyskało status organizacji pożytku publicznego. Jego cel to praca na rzecz rodziny, zwłaszcza ubogiej, wielodzietnej, poprzez zbiórki żywności, odzieży, dla dzieci wycieczki, paczki mikołajkowe, obchody Dnia Dziecka. Rozprowadzano również żywność z Caritasu, prowadzone są zbiórki dla pogorzelców, powodzian, akcje przekazywania 1% podatku dla niepełnosprawnych dzieci. Biuro mieściło się najpierw na plebanii przy ul. Grzegorza 5, a obecnie przy ul. Grunwaldzkiej 17, w budynku dawnej stacji Sanok Miasto. Działa też krąg stowarzyszenia w Nowosielcach; który m.in. prowadził projekt "Prawidłowe funkcjonowanie rodziny w gminie Zarszyn" oraz doprowadził do powstania miniogródka jordanowskiego.

W 2008 r. stowarzyszenie otrzymało w spadku od Zygmunta Kellera budynek przy ul. Matejki. Wolą ofiarodawcy było, by dom samotnej matki im. Jana Kellera, by był żywym pomnikiem św. ks. Zygmunta Gorazdowskiego. Budynek wymaga kapitalnego remontu i rozbudowy. W chwili obecnej wykonywane są prace ziemne, odwodnienie i infrastruktura wokół. Wciąż jednak potrzeba jednak sporych środków finansowych.

W 2016 r. z uwagi na stan zdrowia Wanda Wojtuszewska przekazała kierowanie pracami stowarzyszenia innym osobom.

Stary dworzec w nowej roli
Dzięki staraniom pani Wandy na terenie wyremontowanej dawnej stacji kolejowej Sanok Miasto prowadzone są zajęcia edukacyjne i artystyczne dla dzieci, m.in. warsztaty wakacyjne w 2016 r., klub gier planszowych dla całych rodzin i zajęcia dla seniorów w ramach Klubu Seniora "Niezapominajka".

W 2016 r. realizowany był projekt "Aktywny i szczęśliwy senior". Jego celem była aktywizacja, poprawa kondycji fizycznej i psychicznej osób starszych. Odbywały się spotkania z lekarzami, policjantem, psychologiem, kosmetyczką. Seniorzy zapoznawali się z komputerem i internetem, ale też z nordic walking.

Co ciekawe, projekt miał ciąg dalszy: większość jego uczestników, którzy pozostali w Klubie Seniora, wybrali sobie zarząd, ułożyli plan spotkań. Obecnie w trakcie "dopinania" jest dwuletni program nauki języka angielskiego dla osób powyżej 50 roku życia. W "przepychaniu" tych ostatnich projektów nieocenioną pomocą służy Elżbieta Mazur, dziennikarka z Sanoka, pracująca na co dzień w Warszawie.

"Nie" dla samotności w niedzielę
Ostatni projekt "Wspólnie łatwiej walczyć o zdrowie" rozpoczął się 2 kwietnia i potrwa do 31 grudnia br., choć możliwe, że - jak inne dzieła pani Wandy – zacznie potem żyć własnym życiem. Obejmie 15 podopiecznych, do których trafią wytypowani wolontariusze; część z nich to również seniorzy, uczestnicy poprzednich projektów. Chodzi o to, aby osoby samotne, zwłaszcza przykute do łóżka lub rzadko wychodzące z domu ze względu na swój stan fizyczny bądź psychiczny, mogły w niedziele spędzić z kimś czas na rozmowie, wspólnej lekturze czy spacerze, i zjeść prawdziwy, ciepły niedzielny obiad. Posiłki przygotowuje i rozwozi jedna ze znanych sanockich restauracji. Do podopiecznych skierowany został również psycholog, kosmetyczka i rehabilitant, który opracuje w porozumieniu z lekarzem odpowiedni zestaw ćwiczeń. Projekt otrzymał dofinansowanie w wysokości ponad 71 tys. zł w ramach Rządowego Programu na Rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych (ASOS 2017) w kategorii: usługi społeczne dla osób starszych.

Józefa Bach, zastępca koordynatora projektu, ujawnia: - Z naszej strony padł wniosek, żeby pani Wanda została jedną z podopiecznych, jako osoba samotna i niepełnosprawna. Nie chciała o tym słyszeć, powiedziała, że nie ma takiego tematu, są bardziej potrzebujący.

- Była i jest wyjątkową osobą, która mimo wszelkich trudności ciągle idzie naprzód i widzi przede wszystkim dobro drugiego człowieka – mówi Maria Żyłka. - Ja ją osobiście jako radna obserwowałam w komisji do spraw rodziny i podziwiałam jej niesamowitą energię. Dla niej nie miały znaczenia bariery przepisowe. Liczyło się, że człowiek potrzebuje okrycia, że potrzebuje jedzenia. Dla mnie jest to osoba wielkiego samozaparcia i wielkiej wrażliwości na biedę.

We wszystkich opiniach o Wandzie Wojtuszewskiej powtarza się stale to samo: konkretna, odpowiedzialna, bezinteresowna; nie umie odpoczywać, nie myśli o sobie, zawsze myśli o innych.

Agnieszka Szczepańska
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe