Czesława Kurasz - najważniejsze, to być dobrym człowiekiem

  • 24.04.2017, 15:57
  • Sabina Tworek
Czesława Kurasz - najważniejsze, to być dobrym człowiekiem
Czesława Kurasz to kobieta niezwykła. Jej życiorys zadziwia każdego, kto zagłębi się w jego szczegóły. To anioł, a nie kobieta – i to w dosłownym słowa tego znaczeniu. Ale może zacznijmy od początku...

Pani Czesława już od dziecka przejawiała postawę godną naśladowania. Mimo drobnej postury i niewielkiego wzrostu wszędzie było jej pełno. Dla niej nie było rzeczy niemożliwych, a co najważniejsze, jej dobre serce mogli poznać  wszyscy, którzy spotkali ją na swej drodze. W młodości pragnęła pięknie tańczyć, ale bieda uniemożliwiała jej realizacje marzeń. Okazało się jednak, że można nauczyć się tej "niedostępnej" sztuki za darmo. Będąc na kuracji uzdrowiskowej, pani Czesława podpatrywała, jak jej koleżanki ćwiczą różne układy taneczne. Później w swoim pokoju powtarzała krok po kroku, żeby po powrocie z leczenia móc nauczyć tańca swoje rówieśniczki ze szkoły. Nie chciała w zamian nic, była szczęśliwa, że może z kimś podzielić się swoimi umiejętnościami.

– Zdolności artystyczne bardzo ułatwiały mi życie – wspomina. – Nigdy bowiem nie czułam się gorsza z powodu niedostatków materialnych, byłam bogatsza o te umiejętności i dzięki możliwości występowania czułam się szczęśliwa. Może dzięki temu do dzisiaj przyjmuję z pokorą różne trudności i cieszę się tym, co jest mi dane.

Pani Czesława była dzieckiem niezwykle zdolnym i pracowitym. Zawsze chętnie udzielała się na akademiach szkolnych, na które tworzyła scenariusze. Dla nikogo nie było też zaskoczeniem, gdy jako młoda dziewczyna objęła w rodzinnej parafii funkcję organistki. Nie robiła tego dla pieniędzy, ale dlatego, że proboszcz poprosił ją o przysługę. Jako jedna z niewielu kobiet umiała grać na akordeonie, więc nauka gry na organach nie była dla niej problemem. Codziennie po pracy przychodziła wieczorem do kościoła, by poznać instrument i nauczyć się wydobywać z niego odpowiednie dźwięki.

- Nie pamiętam, żebym dostała jakiekolwiek wynagrodzenie - mówi. - Bardziej liczyła się dla mnie muzyka niż zapłata. Podobnie miałam na weselach. Za każdym razem, jak byłam tylko na jakieś proszona, obowiązkowo musiałam dawać mini koncert.
Wyrazów wdzięczności pod jej adresem nie było wówczas końca.

Jej skromność i posłuszeństwo wobec rodziców i babci, dziś niejednego wprawiłyby w wielkie zdziwienie. Mogła zrobić karierę w zespole Mazowsze i zasłynąć na polskiej scenie muzycznej, ale zrezygnowała. Nie mogła sprzeciwić się rodzinie.
- Płakałam przez tydzień, gdy dowiedziałam się, że mam zakaz na wyjazd – wspomina. – Nie mogłam przecież pojechać do Warszawy wbrew rodzicom i babci. Zresztą, kto by grał wtedy w kościele? Byłam potrzebna ludziom tutaj, na miejscu. Pogodziłam się więc z sytuacją. Życie nauczyło mnie, że nie warto zabiegać o rzeczy materialne - mówi. - Najważniejsza jest bowiem rodzina i bycie dobrym człowiekiem.

Pani Czesława raz tylko oszukała babcię, gdy zataiła przed nią pewien fakt. Z dużymi wyrzutami sumienia wymykała się nocą z domu, aby przygotować przedstawienie z mieszkańcami wioski ukazujące wesele bukowskie sprzed stu lat. Miała nadzieję, że babcia jej wybaczy, bo cel był naprawdę szczytny. Wraz z zespołem Bukowianie udało się jej wystawić piękną sztukę, oklaskom nie było końca. Przez wiele lat koncertowała też bezpłatnie dla innych.

A to dopiero odłamek góry lodowej. Dobroć i bezinteresowna pomoc bliźniemu coraz bardziej zaczęła wychodzić na światło dzienne i zataczać coraz szersze kręgi. Jej chęć niesienia pomocy innym była na tyle silna, że mogła ją nieraz narazić na spore problemy. Za przykład można podać sytuację, gdy do jej domu przyszedł chory mężczyzna z prośbą o pomoc medyczną. Ponieważ w tym czasie nie było w ambulatorium jej męża lekarza, sama kierując się zdobytą wiedzą i obserwacjami, postawiła diagnozę. A że stan chorego był ciężki, bez wahania wyjęła igłę, strzykawkę i zrobiła mu zastrzyk.

- Teraz mam świadomość, że faktycznie podjęłam wówczas duże ryzyko, ale wierzę, że jeśli człowiek chce pomóc drugiemu, Opatrzność Boża czuwa – kwituje krótko.

Kobieta aktywna
Pani Czesława była też bardzo aktywna na szczeblu politycznym. Przez dwie kadencje udzielała się jako radna w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Krośnie oraz była członkiem Komisji Budżetowej.

- Wszelkie problemy związane z działalnością gminy Bukowsko zgłaszałam w interpelacjach na sesjach wojewódzkich, załatwiając nieraz wiele trudnych dla gminy spraw.

Dodatkowo pani Czesława udzielała się jako członek rady nadzorczej Wojewódzkiego Związku Gminnych Spółdzielni w Krośnie i jako przewodnicząca Komisji Kobiet, przez wiele lat pełniła też funkcję prezesa Gminnej Spółdzielni w Bukowsku. Była też przewodniczącą Rady Dzielnicy Zatorze. W lokalnej społeczności wzbudziła bardzo duże zaufanie, przez co mieszkańcy powiatu wybrali ją  na radną, a kolejno została wicestarostą powiatu sanockiego.

- Działania społeczne zawsze były mi bliskie. Dlatego też zorganizowałam oddział Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Sanockiej w Warszawie, co pozwoliło wzmocnić lobby sanockie w stolicy. Zainicjowałam wówczas cykl szkoleń dla rolników na temat wejścia Polski do Unii Europejskiej, a także sześciomiesięczny kurs pozyskiwania funduszy z UE, pomogłam w uzyskaniu dużych środków z budżetu centralnego i rozpoczęciu budowy siedziby Straży Pożarnej w Sanoku.

W 2000 roku za swoją działalność społeczną, osiągnięcia gospodarcze i rozwój powiatu, została wybrana Człowiekiem Roku.
- Pani Czesława jest postacią o niezwyklej osobowości, która cechuje się wyjątkową aktywnością zawodową, niespotykaną życzliwością w stosunku do innych, a także chęcią niesienia pomocy osobom będącym w potrzebie - mówi Edward Olejko, były starosta sanocki, obecnie wiceburmistrz Sanoka. - W okresie pracy w samorządzie powiatowym współtworzyła dobrą atmosferę ponad podziałami partyjnymi, co sprawiło, że i ja szczególnie miło wspominam tamten czas pracy. Pani Czesława może być przykładem godnym naśladowania dla innych, tworzy bowiem wyjątkowo pozytywny wizerunek działacza społecznego.
Widząc wokół siebie bezradność i biedę pani Czesława postanowiła założyć Powiatowe Centrum Wolontariatu, w którym bezinteresownie działa już 16 lat. Jak twierdzi, pomysł narodził się z myślą o ludziach, którzy nie mogą znaleźć pracy.

- Będąc w odwiedzinach w Kanadzie, zapoznałam się z działalnością wolontariatu i dlatego w 2001 roku założyłam pierwsze takie stowarzyszenie w województwie podkarpackim - wyjaśnia. - Dzięki niemu wiele potrzebujących osób otrzymało pomoc, a wolontariusze odnaleźli swoje miejsce w życiu i możliwości rozwoju.

We współpracy z polską Fundacją im. Roberta Schumana zapoczątkowała międzynarodową wymianę wolontariuszy. Pod jej opieką chętni opiekują się ludźmi starszymi, którzy potrzebują kogoś, kto z nimi porozmawia, poczyta im, zrobi zakupy, posprząta... Ale wolontariusze nie tylko udzielają pomocy osobom starszym, samotnym, niepełnosprawnym, w specjalnym ośrodku opiekuńczo-wychowawczym, warsztatach terapii zajęciowej czy w świetlicy oo. franciszkanów. Biorą również udział  we wszystkich akcjach charytatywnych na terenie miasta, zbiórkach żywności dla ubogich i niepełnosprawnych oraz w akcjach typu wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, akcja "Ziemia Sanocka dla Szpitala", w organizacji imprez integracyjnych. Pomagają też na koloniach organizowanych przez Caritas.

- Analizując działalność mojego wolontariatu, poświęconego czasu, niesienia przyjaźni, miłości i ulgi w cierpieniu, utwierdzam się w przekonaniu, że jego powołanie było dobrą decyzją. Niesienie ludziom pomocy nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. Lubię myśleć, że wolontariat to moje siódme dziecko, które rośnie i pięknie się rozwija i z którego jestem bardzo dumna.
Pani Czesława  nie była także obojętna na wykluczenie społeczne i bezradność osób starszych. Nie mogąc pogodzić się z myślą, że emeryci zamknęli się w czterech ścianach swojego mieszkania i zrezygnowali z jakiejkolwiek formy aktywnego spędzania wolnego czasu, wraz z Janiną Sadowską utworzyły Uniwersytet Trzeciego Wieku w Sanoku.

- Od początku na naszych spotkaniach panował rodzinny klimat. Otrzymałyśmy nawet nagrodę od burmistrza Sanoka za działania w kierunku edukacji osób starszych. Uniwersytet jest dla naszych słuchaczy czymś bardzo ważnym, daje bowiem im radość, poczucie wspólnoty i bycia potrzebnym.

Dołożyły wszelkich starań, aby osoby starsze zdobywały nowe umiejętności i doświadczenia na różnego rodzaju zajęciach organizowanych na uczelni, kursach, wycieczkach czy kółkach zainteresowań.

- Pani Czesława Kurasz jest organizatorem licznych akcji, spotkań i wydarzeń na rzecz innych ludzi, w tym osób potrzebujących pomocy - mówi Elżbieta Cipora, rektor PWSZ w Sanoku. - Aktywnie uczestniczyła w staraniach o uruchomienie nowych kierunków w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sanoku. Pełna zapału, aktywna, pogodna, zawsze gotowa do pomocy, życzliwa i radosna. To człowiek o wielkim sercu, działający bezinteresownie, mający wiele pomysłów, wychodzący z kolejnymi inicjatywami, skupiający wokół siebie ludzi z pasją, ktoś, na kogo zawsze można liczyć.

Gdyby tego jeszcze było mało, pani Czesława aktywnie włączyła się w pracę Sanockiej Fundacji Ochrony Szpitala. Wielokrotnie organizowała w parafiach kwesty dla sanockiej placówki. Dzięki aktywnej pracy w fundacji szpital na bieżąco jest remontowany i doposażany w nowoczesny sprzęt.

- To dla mnie ogromna radość, że mogę pomagać ludziom i czuję się komuś potrzebna - kwituje.

- Pani Czesława Kurasz to osoba o niespotykanej otwartości na innych, pełna niespożytej energii - mówi o naszej kandydatce do tytułu Człowieka Roku 2016 Korso Gazety Sanockiej Adam Siembab, były dyrektor SPZOZ w Sanoku. - Pochodzi z  planety dobrych, łagodnych ludzi. Tego starego świata, do którego tęsknimy i którego pragniemy. Miejsca, w którym ludzie zmieniają sobą świat na lepsze. Kto jeszcze dzisiaj to potrafi?

Sabina Tworek
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe