Podniesiony z upadku

  • 16.05.2017, 11:57
  • Monika Garbowska
Podniesiony z upadku fot. archiwum domowe J. Stankiewicza
Janusz Stankiewicz to były alkoholik, który napisał autobiografię. Wspomina w niej swoje podboje miłosne oraz pociąg do mocnych trunków. Miał niezłą pracę, więc było za co beztrosko oddawać się przyjemnościom. Stoczył się jednak na dno, zostawiając rodzinę. Udało mu się jednak pokonać życiowe trudności i teraz jest zupełnie innym człowiekiem.

Janusz Stankiewicz urodził się w 1951 r. Miał czterech braci i jedną siostrę. Wychowywał się w ciężkich warunkach. W butach chodził tylko do kościoła. Cała rodzina wraz z babcią mieszkała w domu z jedną izbą i oborą. Jedynym żywicielem rodziny Stankiewiczów był ojciec. Janusz uczęszczał do siedmioklasowej szkoły podstawowej, ale jedynie przez cztery lata uczył się w rodzinnej miejscowości.

Uczniem dobrym nie był. Miał w dzieciństwie dosyć poważne problemy zdrowotne. Chorował na szkarlatynę oraz na częste zapalenie płuc. Lubił święta Bożego Narodzenia, bo tylko wtedy jego ojciec przynosił do domu słodycze. Mięso także jadał sporadycznie, za to jego matka często gotowała zupę. Daniem, które zazwyczaj pojawiało się na stole Stankiewiczów, były placki ziemniaczane, nazywane też tarciakami. Zdarzało mu się chować je na później, gdyby zrobił się głodny.
W związku z tym, że rodzina nie miała początkowo dostępu do elektryczności, to w długie wieczory ojciec czytał swoim dzieciom książki, bo nie było innych rozrywek. Rodzina miała dwie krowy, które najmłodsi lubili paść. Wtedy dzieci śpiewały pieśni kościelne i ludowe wraz z ukochaną babcią.

Burzliwa młodość
Wiosna jego życia upływała w myśl zasady, że młodość musi się wyszumieć. Janusz miał wiele kobiet. Właściwie to dzięki swoim podbojom stał się sławny. W Grabownicy nazywano go "Kochasiem", a w Pakoszówce "Laleczką". Jak podkreśla, mógł zdobyć każdą dziewczynę, jaką zechciał. Żaden jego związek nie trwał jednak długo, gdyż nie potrafił dochować wierności kobietom. Potrafił spotykać się z jedną dziewczyną o godzinie 16, a z następną umawiał się na 20. Nie mógł się czasami zdecydować, na której z nich mu bardziej zależy.

Współżycie seksualne z kobietami rozpoczął bardzo wcześnie. Z jego relacji wynika, że już w wieku 14 lat przeżył swój pierwszy raz. Było to na zabawie, na którą otrzymał od ojca 20 zł. Zgubił pieniądze, a pewna dziewczyna pomogła mu ich szukać. Wtedy pomimo obaw doszło między nimi do stosunku. Stankiewicz po dłuższym zastanowieniu stwierdza, że spotykał się w sumie z trzydziestoma kobietami, zarówno pannami, jak i mężatkami. Twierdzi, że były to udane lata. Pracował, a w wolne wieczory chodził na zabawy. Chętnych  panienek na seks nie brakowało. Jak stwierdza, zmieniał je jak rękawiczki.
Nie lubił, gdy dziewczyny mu się narzucały, był bowiem typem zdobywcy. Oczywiście dochodziło do takich sytuacji, że w trakcie spotkania z jedną kobietą przypadkiem wpadali na inną. Wtedy miały miejsce nawet bijatyki o Janusza.
Stankiewicz wspomina, że za młodu miał długie włosy, ciemne okulary i był atrakcyjnym mężczyzną. Nosił modne, czarne ubrania. Koszule kupował w sklepie. Hitem modowym były wówczas spodnie "rury" i biodrówki. Zamawiał je u krawca.
Pod koniec lat sześćdziesiątych mężczyzna zaczął więcej pić. Jak opowiada, nie był to jeszcze nałóg.

Pobyt w Białogardzie
Na początku lat siedemdziesiątych Stankiewicz wyjechał do Białogardu za lepszą pracą. Jak zauważa, w tym czasie kontrolował jeszcze swoje picie, w przeciwieństwie do rozbuchanego libido. Uzależnienie od kobiet towarzyszyło mu bowiem od najmłodszych lat. Oczywiście, mając tyle przypadkowych kontaktów seksualnych, wcześniej czy później musiał nabawić się kłopotów natury intymnej.

Spotkanie z pewną atrakcyjną dziewczyną kosztowało go zarażeniem się "mendami".
- Poderwałem ją  na ulicy - wspomina. -  Zaprosiłem do restauracji. Panienka była śliczna i zadbana. W sam raz do przeżycia kolejnej jednorazowej przygody. Niestety, po pójściu na mieszkanie coś szło nie tak. Pieściłem to dziewczę przez sześć godzin, a ona nadal odmawiała stosunku. Do tej pory nie spotkałem się z czymś takim. W końcu mi uległa. Była w tym fachu mistrzynią - kwituje.

Więcej w 19 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

Monika Garbowska
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe