Pamięci porucznika

  • 18.06.2017, 15:57
  • opr. Monika Garbowska
Pamięci porucznika
W Pastwiskach miała miejsce piękna prywatna uroczystość związana z uhonorowaniem pamięci porucznika Geislera. Przybyli zaproszeni goście ze Słowacji, m.in. grupa rekonstrukcyjna z Koszyc z wartą honorową.

Wydarzenie zaplanowano na 11 czerwca o godz. 12:15. Syn Frantiska Geislera przybliżył historię śmierci swojego odważnego ojca. Złożono kwiaty pod pomnikiem, a całość zakończono wspólnym biesiadowaniem pod chmurką.

W relacji świadka Jana Flax czytamy:
"Kiedy major wydał rozkaz do ataku, porucznik (Frantisek) nie musiał iść, ale czuł się zawstydzony pozostać, bo major każdego poganiał z pistoletem w ręku. Dlatego porucznik zawołał "chodźmy chłopcy" i poprowadził ich. Było nas 6, którzy szli przez te zarośla, porucznik szedł pierwszy i szedł powoli przez łąkę do okopów nieprzyjaciela. Był bliżej niż 15 metrów do okopów, kiedy zobaczył ich z bronią maszynową, pokazał nam gestem, gdzie oni są. Ale w tym momencie było zbyt późno, bo kula uderzyła go, gdy odwracał się. Wyprostował się, aby zawołać Ryksolsa. Wołał "sierżant sztabowy do mnie". To były jego ostatnie słowa, bo kiedy wyprostował się, inna kula trafiła go w głowę. Padł martwy na twarz.

Ogień nieprzyjaciela był straszny, wszyscy pozostali byli ranni i nikt nie mógł iść, aby przynieść jego ciało. František został zabity ok. 9:30 w poniedziałek, 18 września 1944 roku w Pastwiskach, w Polsce. Napisałem natychmiast list do Joyce (żona - przyp. red.) i wysłałem tak szybko, jak tylko mogłem przez Moskwę do Anglii. Następnego dnia 19 września jego ciało wciąż leżało na polu bitwy.

W tym samym czasie otrzymaliśmy rozkaz opuścić pole bitwy, aby polecieć do najbliższego lotniska na Słowacji, gdzie wybuchło powstanie. Nasza Brygada miała lecieć na pomoc. Adiutant Frantiska przyniósł kilka jego rzeczy, których z różnych powodów nie zatrzymałem, ale mam jego walizkę.

Wyjechaliśmy z Beska i dotarliśmy na lotnisko w Krośnie. Pogoda była zła i nie mogliśmy lecieć na Słowację. Mieliśmy wystarczająco czasu, abym ja i kapitan Vrzala  wrócili do Beska i stamtąd do Pastwisk. Szukaliśmy śladów Frantiska. 

Znaleźliśmy kilkanaście ciał, a wśród nich także Frantiska, leżących przy drewnianym domu. Zidentyfikowaliśmy go, jego złoty ząb pomógł kapitanowi Vrzala także go rozpoznać. Sprawdziłem ciało i mogłem stwierdzić, że dostał pierwszą kulę w dolny kręgosłup, a drugą w prawą skroń, kiedy wstał, aby zawołać na pomoc Ryksolsa.

Wyszukaliśmy dobre miejsce i wykopaliśmy grób, i pochowaliśmy go tam 27 września 1944".

opr. Monika Garbowska
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe