Sprawdzian ultrasów

  • 23.06.2017, 05:00
  • Krzysztof Lubomski
Sprawdzian ultrasów Jacek Deneka/UltraLovers
Zwycięstwo Tomasza Mazurkiewicza w maratonie i Ignacego Domiszewskiego w biegu etapowym 3 x Hon oraz drugie miejsca Piotra Jastrzębia na 145 km – to największe sukcesy naszych biegaczy podczas Festiwalu Rzeźnika.

Bieg Rzeźnika ultra
To najbardziej wymagający ze wszystkich biegów Festiwalu Rzeźnika. Do wyboru były trzy dystanse: 108 km, 145 km i 161 km. Decyzję o tym, gdzie ma się być sklasyfikowanym, można był podjąć na przepaku na 133. kilometrze.

Dystans 108 km ukończył Jakub Bielański z Cisnej, któremu zajęło to 18:08:05 godz.

Fenomenalnie pobiegł Piotr Jastrząb z Leska. Odniósł jeden ze swoich największych sukcesów w przygodzie z bieganiem. Powalczył o zwycięstwo na 145 km.

– Po ostatnim przepaku dowiedziałem się, że jestem drugi – mówi. – Miałem ponad godzinę straty do pierwszego miejsca, a jednocześnie naciskał mnie rywal za mną. Bardziej myślałem o obronie pozycji niż ataku na zwycięstwo. Jednak okazało się, że przewaga nade mną zaczęła topnieć. Uskrzydlony tą nowiną przyspieszyłem na ostatnich kilometrach i dopadłem pierwszego zawodnika jakieś 500 metrów przed metą. Niestety, dały o sobie znać koszty pościgu i na finiszu to Michał Tyburek był lepszy.
Biegacz z Leska i tak sporo odrobił. Pokonanie 145 km zajęło mu 19:41:49, tylko 1:24 minuty wolniej od rywala. Za rok planuje ukończyć najdłuższy dystans.

– W biegach tego typu nie można oglądać się na innych – dzieli się swoimi doświadczeniami Piotr. – Trzeba się "wyłączyć" i skoncentrować na własnych założeniach. Na tak długich dystansach pół godziny czy nawet godzina nie jest przewagą nie do odrobienia. Tu mały błąd odbije się rykoszetem na dalszej części trasy. Satysfakcję daje samo dobiegnięcie do mety, bez względu na czas i miejsce. Czołówka może się kilkakrotnie przetasować. Za tę nieprzewidywalność uwielbiam biegi ultra.
Jastrząb wie, co mówi. Zaczął od piątego miejsca, a wspinanie w klasyfikacji rozpoczął dopiero po około 100 km. Był zachwycony organizacją, przede wszystkim punktem odżywczym w hotelu w Polańczyku.

– Przez 20 lat mojego biegania jeszcze się z czymś takim nie spotkałem – śmieje się. – Wybiegłem z lasu do zupełnie innego świata. Czekał na nas szwedzki stół zastawiony po brzegi. A proszę mi wierzyć, odżywianie w tak długim biegu to ważna sprawa.

Nocny (37 km) i dzienny (40 km) maraton Rzeźnika
W biegu nocnym na końcu pierwszej i początku drugiej dziesiątki znalazło się dwóch sanoczan. To 10. Paweł Smoliński i 11. Wojciech Czwerenko. Obaj uzyskali 4:13:54. Biegli razem.

– Wojtek nawigował, bo bardzo "lubię" się gubić – śmieje się Paweł. – Ja świeciłem – miałem mocniejszą latarkę czołową.
Bardzo dobrze pobiegła Maria Domiszewska z Ustrzyk Dolnych. Zostawiła za sobą wiele młodszych zawodniczek i zawodników. Pewnie wygrała w kat. K50, a w open znalazła się na 13. miejscu. Jej czas to 4:21:16. Jako jedna z niewielu zdecydowała się też pokonać trasę maratonu dziennego. Zajęła 56. miejsce (5:16:07), ponownie wygrywając kat. Ukończenie obydwu zawodów pozwoliło jej na sklasyfikowanie w tzw. dwumaratonie, gdzie stanęła na najniższym stopniu podium. Warto podkreślić, że dwa maratony udało się zaliczyć tylko 27 osobom, a panią Marię wyprzedzili wyłącznie mężczyźni.

W dziennej edycji zwyciężył sanoczanin Tomasz Mazurkiewicz. Był to dla niego etap przygotowań do sierpniowego Biegu Granią Tatr. Starał się biec spokojnie, ale – jak mówi – na zawodach zawsze uaktywni się gen rywalizacji.

– Od początku trzymałem się ścisłej czołówki – relacjonuje. – Zawodników przede mną miałem w zasięgu wzroku. Na prowadzenie wysunąłem się około 28-29 kilometra. Uzyskałem trochę przewagi i starałem się dalej nie forsować tempa. Miałem na uwadze, że to miał być mocny trening do innych zawodów. Pierwsza część był szybsza, końcówka, szczególnie podejście pod Łopiennik, nieźle dała w kość. Sądziłem, że do mety dobiegam jako drugi – uśmiecha się. – Gdy wyprzedzałem ostatniego zawodnika, mówił, że zajmuje właśnie to miejsce. Wywnioskowałem więc, że ktoś musiał znacznie odskoczyć reszcie stawki. Okazało się to nieporozumieniem i miałem miłą niespodziankę na mecie.

Startowała piątka z grupy Pozytywnie Zabiegani Sanok: 90. Paweł Posadzki (5:40:53), 135. Beata Drwięga (6:06:15), 162. Bernadeta Niemiec-Drwięga (6:27:55), 163. Piotr Drobot (6:27:55), 181. Maciej Drwięga (6:39:22). Maraton zaliczył też 226. Jakub Knurek (7:26:18) z Beska.
 
Rzeźniczek
Bieg na 28 km cieszył się sporą frekwencją. Rozpoczęło go 721 zawodników, z czego do mety nie dotarło 5. Zdecydowanym zwycięzcą okazał się Robert Faron (2:24:45). Spośród naszych zawodników najwyżej, na 14. miejscu znalazł się Jan Myśliński (2:51:43) z Polany. Mateusz Wróbel z Uherzec Mineralnych był blisko podium w kat M20. Znalazł się na piątym miejscu z rezultatem 3:03:40. W klasyfikacji open był 29.

Więcej w 25 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

Krzysztof Lubomski
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe