Ratują maszyny

  • 25.06.2017, 05:00
  • Monika Garbowska
Ratują maszyny fot. Monika Filipiuk-Obałek
Stary Traktor Bieszczady to jeszcze mało znany klub, zrzeszający pasjonatów mechanizacji z okolic Sanoka. Połączyła ich smykałka do ratowania zabytkowych pojazdów i maszyn rolniczych.

Klub Stary Traktor Bieszczady powstał 5 lat temu. Poprzez nazwę założyciele chcieli podkreślić charakter swojej działalności i regionu, w którym działają. Na chwilę obecną klub liczy 8 osób. Jest w nim też ok. 50 traktorów, praktycznie z całego świata.

- Mamy swoje logo, czapki, koszulki oraz wizytówki - mówi Ryszard Giera, członek. - Buszujemy po złomach i patrzymy, co jeszcze można stamtąd wyłowić. Klub powstał z inicjatywy kilku kolegów, z których każdy klepał przy starych traktorach. Jeden z nas, pochodzący z Mymonia, posiada kolekcję 20 traktorów, które ściągał m.in. z Austrii. Inny pasjonat takiego sprzętu kupił od niego traktor i tak nasze grono się powiększyło - dodaje.

Na portalu społecznościowym mężczyźni zorientowali się, że jest ich kilku w najbliższej okolicy (Odrzechowa, Mymoń, Sieniawa, Iwonicz Zdrój, Miejsce Piastowe). Śledzili działalność klubów, które już istnieją w Polsce i które posiadają nie tylko traktory, ale cały przekrój sprzętu: od ciągnika aż po brony.

- Chodzi o takie maszyny, które były potrzebne po wojnie na wsi do pracy w polu - tłumaczy Giera. - Siedzieliśmy u mnie w garażu i zastanawialiśmy się, czemu nie moglibyśmy założyć własnego klubu. W Rudawce Rymanowskiej co roku organizowane jest "Pożegnanie wakacji z koniem huculskim", więc można tam ustawić parę traktorów - dodaje.

Okazuje się, że ludzie są bardzo zainteresowani tym sprzętem. Organizatorzy imprezy w Rudawce Rymanowskiej narzekali nawet, że więcej osób przychodzi obejrzeć traktory niż koniki huculskie. Członkowie klubu marzą teraz o zorganizowaniu pokazów. Przykładowo, chodzi tu o wyścigi traktorów. Władysław Brejta, dyrektor Zakładu Doświadczalnego Instytutu Zootechniki w Odrzechowej, obiecał udostępnić im miejsce na zorganizowanie takiej imprezy.

- Na pierwszej wystawie na Rudawce cztery lata temu pokazaliśmy 9 traktorów - wspomina pan Ryszard. -  Wtedy był budowany most na drodze powiatowej, a deszczowa pogoda spowodowała, że po przejeździe naszych traktorów zostały ścieżki. Startowaliśmy z naszym klubem zatem w trudnych warunkach. W późniejszych latach było już lepiej. W zeszłym roku wystawiliśmy 27 traktorów - podsumowuje.

W tym roku członkowie klubu chcą pokazać jeszcze więcej swoich sprzętów. Planują zorganizować pokaz młócenia. Chcą udowodnić, że traktory, które mają 50 lat i są po remoncie, dalej mogą służyć drugie tyle. Również klubowicze wytypowali odpowiedni traktor do programu "Przystanek Bieszczady".
 
Ryszard - jeden z założycieli klubu
Jest z zawodu mechanikiem. Jak twierdzi, Polak jest z zawodu tym, dla kogo jest praca, ale on złapał bakcyla i robi to też dla przyjemności.

- Mój syn, Jakub też podziela moje zainteresowanie traktorami - mówi z dumą. - Dobrze, żeby ma jakąś pasję, bo człowiek bez tego praktycznie nie istnieje. Ciągniki naprawiam od dawna, bo przy warsztacie w takiej małej miejscowości jak Odrzechowa, trzeba brać wszystko do pracy, a więc nie tylko samochody.

Z biegiem czasu narodziła się u niego pasja. Ojciec Ryszarda Giery kupił Ciapka, tego który teraz on remontuje i którym jeździ do dzisiaj. To na nim nauczył się prowadzić traktor. Teraz pozostał mu wielki sentyment do takich pojazdów.
 
Wielka pasja
Każdy z klubowiczów pracuje w swoim warsztaciku, ale nie sprzedają sprzętu. Stanowi on swoistą polisę na starość, ponieważ wartość traktorów nie maleje, jak dzieje się to w przypadku samochodów.

Kolega Ryszarda Giery remontuje bulldogi, czyli pierwsze traktory, które pojawiły się w Polsce. Taki wyremontowany ciągnik ma wartość 100 tys. złotych. Teraz trudno taką perełkę wyłowić, chyba że u jakiegoś staruszka jest schowany i przykryty sianem w stodole. Żeby kupić takie cacko do remontu, to trzeba dać 30 tys. złotych. To się nazywa ratowanie maszyny albo dawanie drugiego życia.

- Ludzie mogą pooglądać, jak to było - podkreśla pan Giera. - Każdy ma swojego konika, jeden zbiera znaczki, drugi kolekcjonuje pocztówki, a my jesteśmy miłośnikami traktorów. Trzymamy je obok swojego warsztatu. Mamy traktory na trzech kołach oraz ciągniki z Ameryki, które trafiły do nas po wojnie. Są też takie na benzynę, bo kilkadziesiąt lat temu nie było diesla z powodu problemów z paliwem - wylicza.

Jeśli chodzi o sam remont, to do stanu fabrycznego się nie powróci, nie ma takiej możliwości. Czasem potrzebna jest generalna rozbiórka pojazdu do ostatniej śrubki, ale niekiedy wystarczy umycie traktora po wyjeździe ze stodoły. To pozwala na podkreślenie, że mamy do czynienia z zabytkowym sprzętem. W tym pierwszym przypadku rozbiera się go, a później składa. Następnie przeprowadza się piaskowanie, malowanie, robiona jest elektryka, zakładane nowe lampy i w efekcie powstaje nowy traktor.

- Zrobienie jednego takiego ciągnika zajmuje od 6 miesięcy do jednego roku - wyjaśnia mężczyzna. - Do swojego warsztatu idę po pracy i czasami spędzam tam nawet cały wieczór aż do północy. Nie mamy szczególnych planów. Żyjemy od Rudawki do Rudawki. Występujemy tam  z Traktoriadą na wspólnym stoisku. Działamy razem - każdy klub pod własnym logo - podkreśla.

Jak jest okazja, to członkowie klubu spotykają się też przy kawie. Jak ktoś kupi kolejny sprzęt, to wszyscy się zjeżdżają obejrzeć nowe cacko, by zrobić zdjęcia i nagrać filmy. Taką okazją do zjazdu jest też pierwsze odpalenie maszyny po 20 latach.
 
Więcej w 25 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

Monika Garbowska
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe