Mistrz rozpędza się przed igrzyskami

  • 16.01.2018, 06:15 (aktualizacja 16.01.2018 06:25)
  • Krzysztof Lubomski
Mistrz rozpędza się przed igrzyskami Christoffer Rukke Piotr Michalski, mistrz Polski w wieloboju sprinterskim i brązowy medalista Mistrzostw Europy.
Piotr Michalski, mistrz Polski w wieloboju sprinterskim i brązowy medalista Mistrzostw Europy w drużynie, nie wstydzi się swoich korzeni. Bardzo ceni swojego pierwszego trenera Marka Drwięgę i w dalszym ciągu reprezentuje barwy SKŁ "Górnik" Sanok.

Wiem, że w twojej rodzinie bogatą sportową przeszłość posiada twój tato. Ma wspaniały jak na amatora rekord w maratonie – 2:36, startował też na krótszych dystansach. Obecnie z sukcesami uprawia nordic walking, ma na koncie kilka tytułów mistrzostw Polski i Europy. A co z innymi członkami rodziny, czy również uprawiali bądź uprawiają jakąś dyscyplinę sportową?
Oprócz taty tylko ja uprawiam sport. Reszta rodzeństwa miała różne epizody ze sportem, ale jednak poszli w stronę muzyki. Byli uczniami Szkoły Muzycznej w Sanoku.

Jak to się stało, że wybrałeś akurat łyżwiarstwo? Kto miał na to wpływ i czy próbowałeś swoich sił w innych dyscyplinach?
Do łyżwiarstwa zachęcił mnie trener Marek Drwiega, który wcześniej jeszcze jako mój nauczyciel wychowania fizycznego namawiał mnie i paru innych kolegów z klasy do przyjścia na trening. Oprócz łyżwiarstwa nie próbowałem niczego innego oprócz grania w piłkę z kolegami na osiedlowym boisku.

Zapewne jako chłopiec marzyłeś, żeby dostać się do kadry Polski. Kiedy natomiast poczułeś, że te marzenia mogą stać się rzeczywistością?
Ostatni sezon jako junior – cały czas pod okiem trenera Drwięgi – był dla mnie całkiem udany, bo zdobywałem medale Pucharu Świata juniorów. Wtedy pojawiła się myśl, że może to wystarczające argumenty, żeby trener kadry, Wiesław Kmiecik, powołał mnie na następny sezon przygotowawczy. To był też okres, w którym próbowałem swoich sił na studiach. Byłem trochę pogubiony i nie do końca wiedziałem, co chcę w życiu robić. Kiedy wiosną dostałem wiadomość, że zostaję powołany do kadry, zostawiłem studia i pojechałem na zgrupowanie. Już nigdy nie wróciłem na uczelnię.

W rozmowie po mistrzostwach Polski wspominałeś, że czujesz, że możesz jeździć jeszcze szybciej i jest to kwestia pewnych niuansów, trudno dostrzegalnych nawet dla trenera. Mógłbyś sprecyzować o co chodzi? Czy to kwestia techniki, czy treningu siłowego?
Te niuanse to małe błędy, które zdarzają się właściwie w każdym biegu. I o ile czasem trzeba się doszukiwać błędów i różnych elementów, które można poprawić, to ja dokładnie wiedziałem, gdzie je popełniałem. Teraz chciałbym to sukcesywnie poprawiać.

Czego nauczyli cię poszczególni trenerzy, zaczynając od Marka Drwięgi i czym różni się praca z nimi?
Trener Marek Drwięga jest najważniejszą postacią na mojej łyżwiarskiej drodze, bo gdyby nie on, to pewnie nigdy bym nie spróbował swoich sił na łyżwach. Nauczył mnie jeździć i "ułożył" mnie jako zawodnika. Wiele lat naszych treningów doprowadziło do tego, że kolejni moi trenerzy mieli chyba trochę ułatwione zadanie. Jestem zawodnikiem, który raczej szybko się uczy, więc to, co próbowali przekazać kolejni szkoleniowcy, przekładałem prawie od razu na lód. Każdy trener dołożył swoją cegiełkę do tego, gdzie jestem teraz i co pokazuję. Jednak jeżeli miałbym wskazać, czyja cegiełka była najważniejsza (oprócz tej pierwszej trenera Drwięgi), to wskazałbym Jeremiego Wotherspoona. To był mój idol od dziecięcych lat i możliwość trenowania pod okiem legendy łyżwiarstwa była ogromnie motywująca. I mimo że trenowaliśmy razem stosunkowo krótko, to nauczyłem się od niego bardzo, bardzo dużo.

Więcej w 2 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

Krzysztof Lubomski
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe