Echo z Jaśkiem Melą

  • 30.01.2018, 05:00 (aktualizacja 30.01.2018 14:47)
  • Agnieszka Szczepańska
Echo z Jaśkiem Melą Fot. Agnieszka Szczepańska
Przyciągnął na Wieczór Chwały prawdziwy tłum, w którym przeważała młodzież. Człowiek po dramatycznych przejściach, z amputowaną po wypadku ręką i nogą, który bez oporów mówi o swojej niepełnosprawności, wewnętrznych zmaganiach, ale też osiągnięciach. Imponuje siłą i pogodą ducha.

Tej rodziny los nie oszczędzał. Pięć lat przed wypadkiem Jaśka utonął o dwa lata młodszy Piotruś. W ciągu jednej nocy spłonął też rodzinny dom na przedmieściach Malborka z całym dobytkiem.

Wypadek
- Pogodzenie się z niepełnosprawnością to zawsze proces; z tym, czego w sobie nie lubimy, czego się wstydzimy, co próbujemy ukryć - mówi Jasiek. - Każdy z nas ma jakieś trudności.

Jasiek opowiadał o sytuacji, gdy na pytanie dziennikarki: "Kiedy naprawdę zaakceptował siebie?", odpowiedział pytaniem: "A kiedy w pani życiu był taki moment i czy w ogóle był?"

Uczenie się akceptacji siebie było wieloetapowe. Początkowo bolało go, gdy widział, że ktoś zwraca uwagę na jego kalectwo.
- Jesteśmy uzależnieni od tego, co o nas sądzą inni ludzie. Trzeba się przede wszystkim nauczyć lubić siebie. Dopiero wtedy możemy się domagać, żeby inni nas akceptowali. Czasem musi być już tak trudno, że nie mamy siły, by udawać i zdejmujemy maskę. Tak było u mnie. W końcu zrozumiałem, że ludzie gapią się na mnie, bo po prostu są ciekawi. Nie ma w tym nic złego, ale trzeba się z tym po prostu oswajać. Ważniejsze niż zewnętrzna przykrywka czy maska jest to, co mamy w sercu, co sobą reprezentujemy, co jesteśmy w stanie zrobić, czym podzielić się z innymi.
Jan miał też żartobliwe spostrzeżenia.

- Dłużej jestem bez ręki niż z ręką. Mam "obcykane patenty", żeby robić wszystko jedną ręką, np. zawiązać buta itp., i na tyle się do tego przyzwyczaiłem, że gdybym się nagle obudził z dwiema rękami, miałbym pewnie kłopot i nie wiedziałbym, co z tymi rękami zrobić.
 
Niepełnosprawność
- Pierwsza wyprawa na biegun północny była dla mnie wyprawą wprost egoistyczną - mówi Jasiek. - Lazłem tam, żeby pokazać sobie, że dam radę. Żeby pokazać mojemu tacie i innym, że nie jestem do bani i poradzę sobie.
Na początku po wypadku wydawało mi się, że liczba ograniczeń będzie ogromna. Myślałem, że nigdy nie spotkam dziewczyny, która by mnie pokochała, bo żadna nie zwróci uwagi na gościa bez ręki i bez nogi. A nawet gdybym założył rodzinę, to nie będą mógł wziąć na ręce swojego dziecka. Dzisiaj dwójkę dzieci mojej siostry podnoszę jedną ręką. Wszystko siedzi w naszej głowie - przekonania o tym, co się da, a co się nie da.

Więcej w 4 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

Agnieszka Szczepańska
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe