Pasjonat gołębi

  • 14.03.2017, 05:00
  • Anna Twardy
Pasjonat gołębi Anna Twardy
Dla hodowcy gołębi najpiękniejszym momentem jest chwila, gdy obserwuje powrót ptaków po intensywnym i wymagającym locie konkursowym do gołębników. Emocje, które temu towarzyszą, trudno opisać jednym słowem. To radość pomieszana z satysfakcją.

Takie chwile przeżywa Stanisław Mikołajek, mieszkaniec Długiego, który od kilku lat zajmuje się hodowlą gołębi. Razem z nimi bierze udział w konkursach. Uczestnictwo w zawodach owocuje licznymi mistrzowskimi dyplomami i pucharami, które zdobią dom pana Stanisława.

Pierwszy gołębnik
Pasja zaczęła kiełkować w panu Mikołajek w wieku 12-13 lat w domu rodzinnym w Bukowsku.
- Godzinami podziwiałem gołębie w locie, które należały do sąsiadów – wspomina mieszkaniec Długiego. – Marzyłem o własnym gołębniku, więc po kryjomu go zbudowałem narzędziami stolarskimi, które należały do mojego dziadka.
Pierwszymi lokatorami gołębnika pana Stanisława była parka gołębi ozdobnych, którą w prezencie otrzymał od sąsiadów. Zdarzało się, że przylatywały też inne gołębie, które hodowca łączył w pary ze swoimi ptakami.

Swoją pasję musiał porzucić, gdy w wieku dziewiętnastu lat poszedł do wojska.

- Niestety nikt z domowników nie podzielał moich zainteresowań gołębiami i nikt ich nie karmił – mówi. – W ten sposób skończył się mój pierwszy etap posiadania tych ptaków. Na kolejne gołębie zdecydowałem się po odbyciu służby wojskowej.

Po wojsku pan Stanisław zaczął pracować zawodowo i założył rodzinę. W 1990 roku przeprowadził się do domu rodzinnego swojej żony Ryszardy w Długiem.

Zainteresowania gołębiami nie mijały, ale dopiero w 2004 roku pan Stanisław stał się prawdziwym hodowcą. Można powiedzieć, że przypadkowo...

"Pocztowa" fascynacja
Pewnego dnia przypadkowo zobaczył wciśniętego gołębia w górnej części wiaty, która stała na podwórku państwa Mikołajek.
- Był to gołąb "z lotu", którego najprawdopodobniej ścigał jastrząb – wspomina hodowca. – Złapałem ptaka. Była to samiczka i miała złamane skrzydełko. Wyleczyłem ją i przyniosłem dla niej samca. Od tego właśnie gołębia rozpoczęła się moja hodowla.
Pan Stanisław dla parki wybudował gołębnik na domu. Ptaków zaczęło przybywać. Ich liczba sięgała czterdziestu okazów, a pan Stanisław wciąż marzył o rozwinięciu hodowli. Nie do końca spodobało się to jego rodzinie. Pojawił się niesmak do powstania gołębnika na budynku mieszkalnym, bo ptaki przecież brudzą. Gołębie trzeba było więc przenieść.

- Dopóki prowadziliśmy gospodarstwo, w stodole składowaliśmy zboże i siano – mówi pan Mikołajek. – W 2006 roku zlikwidowaliśmy je i w stodole zbudowałem swój pierwszy gołębnik.

Pan Stanisław wiedział, że chce hodować gołębie pocztowe. Fascynowała go ich zdolność powracania do domu. Zaczął poszerzać swoją wiedzę na ten temat. Sporo czytał i rozmawiał z innymi hodowcami. Swoje pierwsze gołębie pocztowe sprowadził od znanych hodowców z terenu Krosna i Sanoka, a w 2007 roku zapisał się do Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych Oddział Krosno, Sekcja Rymanów.

Teraz posiada swój numer – 410 oraz odpowiednie gołębniki – do rozpłodu, "lotowy" i dla młodych gołębi. Jego ptaki mają rodowody.

Dzięki Robertowi Lechowi, mistrzowi Polski w 2012 roku w lotach gołębi, stworzył bazę gołębi rozpłodowych. Jest mu za to wdzięczny do dzisiaj.

- Moja hodowla jest oparta na dwóch gołębnikach hodowców belgijskich: Lambrechta-Lismonta i Vanoppena-Lucytena oraz Roberta Lecha – tłumaczy. – Obecnie wprowadzam dodatkowo gołębnik hodowcy niemieckiego.

W chwili obecnej pan Stanisław posiada 150 gołębi, w tym 70 przygotowanych do lotów.

Więcej w 10 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

Anna Twardy
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe