Leśnicy w służbie Niepodległej

  • 20.10.2018, 10:23 (aktualizacja 20.10.2018, 10:29)
  • Agnieszka Szczepańska

Podziel się:

Oceń:

Leśnicy w służbie Niepodległej Agnieszka Szczepańska W przedostatniej wyprawie wzięło udział około pięćdziesiąt osób. Uczestnicy przejechali z Sanoka przez Lutowiska do Mucznego.
Ostre słońce, na niebie ani śladu chmur, góry w kolorach złota i brązu, dywan z liści pod stopami – chyba sama przyroda chciała oddać hołd leśnikom, którzy przysłużyli się sprawie niepodległości Polski. Ich wkład był tematem czwartego rajdu z cyklu "Szlakami Niepodległej", który od kwietnia realizuje Oddział PTTK w Sanoku.

- Przygotowaliśmy duży projekt: cykl rajdów poświęconych setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości – mówi Stanisław Sieradzki, prezes oddziału PTTK w Sanoku, a zarazem organizator i przewodnik wspomnianych wypraw. – Chodzi nam o to, żeby z okazji tej rocznicy promować znane postaci, które były w jakiś sposób związane z Bieszczadami, a jednocześnie w rozmaity sposób wniosły swoją cząstkę w odzyskanie przez Polskę niepodległości. Chcieliśmy te dwie rzeczy ze sobą połączyć.

Poprzednie rajdy poświęcone były różnym grupom społecznym. Pierwszy – w Olchowej i Kalnicy – ludziom nauki i kultury: profesorskiej rodzinie Schrammów i Wincentemu Polowi, założycielowi drugiej w Europie katedry geografii na UJ. Bohaterami drugiego rajdu byli kurierzy beskidzcy, a przebiegał on przez Balnicę i górę Łukanusa, gdzie stoją poświęcone im pomniki. Trzeci rajd, m.in. na Łopiennik, łączył się ze wspomnieniem pisarzy i poetów: Seweryna Goszczyńskiego, Zygmunta Kaczkowskiego, Jana Kantego Podoleckiego, Januarego Poźniaka i Wincentego Pola.

14 października, w przedostatniej wyprawie z cyklu, wzięło udział aż około pięćdziesiąt osób. Uczestnicy przejechali z Sanoka przez Lutowiska do Mucznego.

U św. Huberta w Mucznem

Tu w kościółku pw. św. Huberta uczestniczyli wraz z innymi turystami w porannej Mszy św., którą odprawił ks. Marek Typrowicz. Ta niewielka drewniana świątynia, filia parafii rzymskokatolickiej w Ustrzykach Górnych, stanowi swoistą atrakcję turystyczną. Została zbudowana przez siedmiu górali z Gronia w stylu zakopiańskim i poświęcona w ubiegłym roku. Zachwyca prostotą drewnianego wystroju, ale też wyrafinowanymi ozdobami, np. świecznikami wykonanymi z poroża jeleni.

Po Mszy św. edukator Marcin Staniszewski w ekspresowym tempie i trochę na wesoło – bo czas gonił i Bieszczady przyzywały – oprowadził uczestników rajdu po wystawie fauny i flory bieszczadzkich lasów, na której można było stanąć oko w oko z autentycznym żubrem (i to niejednym).

Ludzie lasu dla Niepodległej

Edward Marszałek, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, przedstawił uczestnikom rajdu prezentację pt. Ludzie lasu dla Niepodległej. Na potrzeby tej prelekcji nadleśniczy Jan Mazur z Nadleśnictwa Stuposiany udostępnił sanockim turystom salę konferencyjną w Centrum Promocji Leśnictwa – nowoczesnym budynku, w którym niegdyś mieścił się hotel przeznaczony dla komunistycznych prominentów.

Edward Marszałek mówił o wkładzie leśników polskich, przede wszystkim bieszczadzkich, w odzyskanie niepodległości. Znakomity gawędziarz, sypał nazwiskami, wspomnieniami, anegdotami o osobach, z których wiele to postaci legendarne w środowisku ludzi lasu.

Wiele uwagi poświęcił Adamowi Loretowi, pochodzącemu z Jasła, pierwszemu dyrektorowi i organizatorowi Lasów Państwowych, zaangażowanemu w ochronę przyrody, który przyczynił się do integracji po zaborach i uporządkowania struktury Lasów Państwowych. Dzięki niemu powołano pierwsze parki narodowe, zinwentaryzowano zasoby leśne, wprowadzono Przysposobienie Wojskowe Leśników. We wrześniu 1939 r. Adam Loret wydał zarządzenie w sprawie włączenia się leśników do organizowanych oddziałów partyzanckich przeciwko Niemcom. Sam został zamordowany przez Sowietów jesienią 1939 r.

Trasa Las

Podczas okupacji niemieckiej wielu pracowników służby leśnej pracowało w administracji niemieckiej, ale także angażowało się w ruch oporu, w pracę konspiracyjną i kurierską, ponieważ znali dobrze teren. Leśniczówki dawały schronienie żołnierzom i partyzantom, a leśnicy jako beskidzcy kurierzy przeprowadzali ludzi przez Karpaty. Wielu zapłaciło za to wysoką cenę. Na przykład Wojciech Grodziński, który zorganizował placówkę w Jaśliskach, jako kurier beskidzki wielokrotnie przeprowadzał ludzi przez Przełęcz nad Czeremchą na południową stronę Karpat. Został zadenuncjowany, aresztowany przez Niemców i zmarł w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu w 1942 r.

Rzecznik RDLP w Krośnie wspomniał też o rodzinie Pałasiewiczów. Byli leśniczymi w Polsce i na węgierskiej stronie, dzięki czemu pomagali w trasach przerzutowych.

Jedną z nich była trasa Las, obsługiwana m.in. przez leśników: Jana Josse z Poraża, leśniczego w dobrach barona Adama Gubrynowicza, Ławrowskiego ps. Faun i Marcina Paszkiewicza, gajowego z Wielopola. Organizowali oni pomoc uciekinierom.

W czasie wojny życie straciło też dwudziestu pracowników kolejki bieszczadzkiej za działalność niepodległościową albo za to, że byli Polakami.

Zaremba i inni

Kilkakrotnie podczas niedzielnego rajdu padało nazwisko ppor. Mariana Zaręby, inżyniera leśnika, który zginął 10 września 1939 r. w podsanockich Bykowcach. Wraz z nim poległ inny leśnik – szer. Leon Urbaniak. Leśnicy, jak Karol Czternastek, Stanisław Matusik oraz kilku gajowych z okolic Soliny, m.in. Michał Koncewicz, byli członkami oddziału samoobrony działającego w Bieszczadach w latach 1943-1944 pod dowództwem Józefa Pawłusiewicza.

Nie lepsza była sytuacja leśników, którzy pozostali po drugiej stronie Sanu. Wielu zostało wywiezionych wraz z rodzinami przez NKWD w głąb ZSRR.

Zbrodnia w leśniczówce

Pierwszym punktem trasy było miejsce na grzbiecie Jeleniowatego (Jasieniowa), gdzie niegdyś stała leśniczówka Brenzberg. W połowie sierpnia 1944 r. oddziały OUN-UPA w bestialski sposób zamordowały tu 74 Polaków (mężczyzn, kobiet i dzieci) w tzw. cichej egzekucji, tzn. przy użyciu wideł, siekier i kos, bez broni palnej. Ofiary to polskie rodziny kolejarzy, leśników, administratorów majątków, które prawdopodobnie schroniły się w leśniczówce u gajowego Franciszka Króla przed nadciągającym frontem wschodnim i terrorem UPA. Wśród nich było także dwóch księży. To był największy mord dokonany przez Ukraińską Powstańczą Armię w Bieszczadach. Zabici nie zostali nigdy pochowani, przez następnych kilkadziesiąt lat ich zwłoki, a także pozostałości zabudowań wchłonął las.

Jeden wielki grób

- Można powiedzieć, że jest to jeden wielki grób – mówił Edward Marszałek.

Dziś można obejrzeć zawaloną piwnicę, studnię i zarys fundamentów budynku.

W miejscu tragedii we wrześniu 2010 r. leśnicy bieszczadzcy postawili drewniany krzyż i pamiątkowy obelisk z tablicą, której treść została uzgodniona z Instytutem Pamięci Narodowej.

Uczestnicy rajdu odmówili modlitwę za pomordowanych oraz zapalili pod krzyżem biały i czerwony znicz. Uczynili to zapewne ostatni raz, bo Edward Marszałek wspomniał o proekologicznej propozycji służby leśnej, aby zamiast sztucznych lampionów i kwiatów, które ostatecznie zaśmiecają las, składać pod krzyżem gałązki jedliny przewiązane wstążką z naturalnego materiału, który samoczynnie się rozłoży.

Miejscami trasa rajdu prowadziła nasypem, na którym na początku XX w. ułożono tory kolejki wąskotorowej z Sokolik Górskich do Ustrzyk. Służyła do transportu drewna. Jej odnoga o długości ponad pół kilometra wspinała się po stromym zboczu właśnie na Brenzberg.

Wieś, której nie ma

Następny punkt wędrówki (oczywiście, po obowiązkowym ognisku i pieczeniu kiełbasek) to Dźwiniacz Górny – nieistniejąca wieś, jakich wiele w Bieszczadach. Ta jest jednak szczególna, bo tuż obok płynie San, przez który przebiega granica Polski z Ukrainą. Od rzeki oddzielają wioskę tajemnicze torfowiska.

Przed II wojną światową Dźwiniacz liczył ponad półtora tysiąca mieszkańców, a Muczne stanowiło jego przysiółek. W 1946 r. miejscowych wysiedlono w głąb ZSRR (ta część Bieszczadów do 1951 r. pozostawała w granicach naszego wschodniego sąsiada) i zniszczono zabudowę. Reszty dopełnił czas i przyroda. Obecnie po dawnej wsi pozostały dwa cmentarze, pięć przydrożnych krzyży, resztki piwniczek i podmurówek oraz kępy starodrzewiu wokół miejsc, gdzie stały dwór i cerkiew. Na "starym" cmentarzu, otoczonym lipami i jesionami, zachowało się kilkanaście poprzechylanych nagrobków z XIX i XX w. Sąsiednia "nowa" nekropolia z XIX w., trzykrotnie większa, ma tylko trzy kamienne cokoły z żeliwnymi krzyżami, w tym m.in. jeden poświęcony Józefowi Sikorskiemu, uczestnikowi powstania styczniowego.

Pierwotne piękno

W związku ze zmianą planowanej trasy turyści przeszli z Dźwiniacza nieprawdopodobnie piękną doliną Sanu do Tarnawy Niżnej, gdzie znajduje się stanica konia huculskiego i wejście do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Wzdłuż drogi, wyłożonej ongiś przez Igloopol betonowymi płytami, pojawiały się rozległe i głębokie bobrowiska, piętrzyła się wysoka skarpa Sanu, który przypomina tu jeszcze potok, wyrastały przechylone przydrożne krzyże – znak, że niegdyś tętniło tu życie.

Trudno tylko powiedzieć, czy to turyści z Sanoka upamiętnili bohaterskich leśników, czy też to ludzie lasu z zaświatów przygotowali żyjącym wyprawę w tak niezwykłe miejsca i przy tak wspaniałej pogodzie.

Agnieszka Szczepańska

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korsosanockie.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe