Niemożliwe staje się możliwym

  • 23.01.2018, 15:57
  • Rozmawiała Lidia Tul-Chmielewska

Podziel się:

Oceń:

Niemożliwe staje się możliwym Fot. Lidia Tul-Chmielewska Pani Maria jest osobą niezwykle skromną. Nie szuka rozgłosu, a w swoim społecznym działaniu nie widzi nic nadzwyczajnego. Takiego społecznika jak ona, drugiego w Polanie z pewnością nie ma.
Z Marią Faran, okrzykniętą Bieszczadzką Wolontariuszką Roku 2017, rozmawia Lidia Tul-Chmielewska.

Spotkanie z panią Marią to wzruszające i wielkie doznanie.  Niesamowita pamięć i dar przekazania informacji sprawiają, że można bez końca słuchać jej wspomnień i opowieści.
 
Proszę opowiedzieć o swoich losach w Polanie.
W 1945 roku wraz z moimi rodzicami musieliśmy opuścić Polanę, wyjeżdżając na Dolny Śląsk. Nie była to absolutnie Akcja Wisła. Wiele polskich rodzin musiało wtedy wyjechać pod presją Ukraińców. Zostaliśmy wygnani. Pod groźbą utraty życia uciekaliśmy. W nocy na domach, gdzie mieszkali Polacy, zostały naklejane kartki, na których po ukraińsku napisano, że jeśli nie opuścimy wsi, to nasze gospodarstwa zostaną spalone, a my wymordowani. Nie mieliśmy wyjścia. W lipcu 1944 roku była pierwsza taka akcja. Część ludzi wtedy uciekła do pobliskiej Wołkowyi, cześć w okolice Sanoka.

W Polanie istniała organizacja strzelecka, więc Ukraińcy troszkę odpuścili prześladowanie Polaków. Prowodyrem był pop z Polany – Wołodymyr Wesełyj, który w trakcie nabożeństw wielokrotnie nawoływał do nienawiści wobec Polaków.

Represje rozpoczęły się w 1941 roku, kiedy to wojska niemieckie powtórnie wkroczyły do Polany, powołując policję ukraińską. Rok 1942-43 to masowa wywózka Żydów. W 1944 roku w nocy z 29-30 marca banderowcy dokonali pierwszego zbiorowego mordu na Polakach. Zginęło wtedy ośmiu mieszkańców w Serednim Małym (gm. Polana). Nękano nas rewizjami, nocnymi najściami, rabunkami, fałszywymi donosami na gestapo. Młodzież przymusowo wysyłano na roboty do Niemiec. 

Większość polskich rodzin, w tym również moja,  nie nocowało w domu. Moja rodzina wówczas również ukrywała się po rowach i lasach. Do dziś boje się wejść do lasu (w oczach pani Marii pojawiają się łzy). Wtedy w Polanie utworzyła się polska samoobrona złożona z organizacji "Strzelców" i ludności cywilnej, która połączyła się z jednostką partyzancką w Otrycie – grupą Mikołaja Kunickiego.

W 1944 roku po raz pierwszy wezwano Polaków do opuszczenia domów, część mieszkańców Polany opuściło swoje gospodarstwa. 23 września 1944 roku Polana znajduje się w granicach ZSRR. W opuszczonych domach zakwaterowano NKWD i IV Front Ukraiński. 29 czerwca w uroczystość św. Piotra i Pawła odbyła się w kościele ostatnia msza odprawiana przez ks. Franciszka Glazera. Wtedy Polacy wraz z księdzem postanawiają opuścić swoją ojcowiznę, jadąc w nieznane. Umęczeni falą mordów, okrucieństwem i prześladowaniami wyjeżdżają, czując się jak wygnańcy.
Trudno wyobrazić sobie, jaki był płacz, rozpacz i ból (pani Maria wyciera łzy). Widziałam  to wiele lat później jeszcze w oczach matki i ojca. Wyjeżdżaliśmy w trzech transportach, pierwszy był największy, bo liczył około 1500 osób. Byliśmy konwojowani przez wojsko w obawie przed napaścią przez UPA. Nasza tułaczka trwała przez miesiąc, zanim osiedliśmy na Dolnym Śląsku.

Więcej w 3 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

Rozmawiała Lidia Tul-Chmielewska

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korsosanockie.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe