Dzienne Centrum Aktywności w Besku robi wiele dobrego. Niektórzy nie mają nawet pojęcia o jego istnieniu

  • 15.04.2018, 06:30
  • Tomasz Majdosz

Podziel się:

Oceń:

Dzienne Centrum Aktywności w Besku robi wiele dobrego. Niektórzy nie mają nawet pojęcia o jego istnieniu Tomasz Majdosz Terapeuci i podopieczni Dziennego Centrum Aktywności w Besku tworzą jedną wielką rodzinę. Na zdjęciu od lewej podopieczna Agnieszka, Marta Nitka, kierowniczka ośrodka, w kabinie ćwiczeń Asia.
Mieszczą się w małym, skromnym budynku. Ale to, co robią, wykracza poza granice sołectwa i gminy, ponieważ dają uśmiech i radość osobom schorowanym i niepełnosprawnym.

Żeby trafić do Dziennego Centrum Aktywności w Besku, trzeba się trochę wysilić. Stara organistówka czy wikarówka, jak się określa drewniany budynek kościelny, schowana jest pomiędzy domami jednorodzinnymi, nieopodal parku i opuszczonej siedziby kółka rolniczego. Do budynku prowadzi gliniasta droga, aż trudno sobie wyobrazić, że tędy przejeżdżają osoby na wózkach inwalidzkich lub poruszają się osoby starsze o kulach.

Bo liczy się każdy grosz

Stowarzyszanie działa w ramach filii i współpracy z Polskim Stowarzyszeniem na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, koło Haczów. Chociaż jedną z inicjatorek utworzenia pierwszego na Podkarpaciu stowarzyszenia na rzecz osób niepełnosprawnych była pani Kazimiera Ziemiańska. To ona wraz z innymi rodzicami dzieci niepełnosprawnych jeszcze w strukturach Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, utworzyła w Krośnie pionierską organizację. Były to początki lat dziewięćdziesiątych. Dzisiaj pani Kazimiera wspiera beski ośrodek, do którego także uczęszcza jej niepełnosprawna córka.

- Utrzymujemy się tylko z pieniędzy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych - mówi Marta Nitka, kierowniczka placówki. - Rozpisujemy co dwa lata projekt i w ten sposób egzystujemy.

Od konkursu do konkursu. Liczą i analizują każdą złotówkę, raz PFRON przydzieli 85, a raz 50 procent wyszczególnionej kwoty. Czasem więc wystarczy tylko na środki czystości, pensje dla terapeutów, kierowcę, dawnego taksówkarza z Krosna, który własnym autem osobowym wozi podopiecznych, utrzymanie budynku, a czasem dodatkowo uda się z pozyskanych pieniędzy przygotować ciepłe posiłki.

Bo liczy się człowiek

W ciasnej organistówce zajęcia odbywają się od rana. Kiedyś tak nie było. Jednak z uwagi na większą liczbę chętnych PFRON udzielił zgody na ośmiogodzinny tryb pracy.

Do 14.30 są starsi, potem młodsi. Rozpiętość wieku od 23 do 87 lat. Z Beska jest dziesięcioro osób, pozostali przyjeżdżają z Milczy, Bzianki, Długiego, jedna pani wozi męża po udarze, aż z Rymanowa - Zdroju. Łącznie 23 uczestników zajęć. Są więc osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich, po udarach, z niepełnosprawnością intelektualną, cierpiący na Parkinsona.

- Co chwilę otrzymuję zgłoszenia, ostatnio z Krosna pani zadzwoniła w sprawie męża chorego na Alzheimera, musiałam niestety odmówić, mamy za mało miejsca - wyjaśnia Marta Nitka.

W ośrodku była kontrola z NFZ-u, bo istniały plany poszerzenia działalności o warsztaty dla dzieci. Jednak z uwagi na warunki lokalowe NFZ nie wyraził zgody. Są też kontrole sanepidowskie, które nigdy nie mają zastrzeżeń.

Bo uśmiech jest najważniejszy

Przy wejściu wita się Agnieszka.

- Jestem z Nowosielec, dzień dobry.

I zaraz znika. W kuchni trwają właśnie zajęcia, pan Janusz po udarze dopasowuje tabliczki z rysunkami, Wojciech rysuje, ale na razie nie chce zdradzić co. Zza drzwi drugiego pomieszczenia wychyla się szczuplutka Mariolka, choć wszyscy w ośrodku mówią do niej po prostu Anitka. Jest ciekawa świata i nowych ludzi.

- A ja to lubię hokeja, szkoda że w Sanoku tak się stało z klubem - mówi Karol.

Jest najbardziej skory do rozmowy, inteligentny i głodny wiadomości.

W placówce pracuje wykwalifikowana kadra, oprócz Marty Nitki, która pełni funkcję kierowniczki, a jednocześnie fizjoterapeutki są także panie: Dorota Skubel, również fizjoterapeutka, Joanna Mikołajczyk, psycholog, Monika Kochanowska-Jaskuła neurologopeda, Halina Mendofik, logopeda, Marzena Musiał, pedagog oraz Ewa Krupa terapeuta zajęciowy.

- Mamy sfeminizowany zespół - śmieje się Marta Nitka - ale razem z podopiecznymi tworzymy wspólnie, jedną wielką rodzinę. Najważniejszy dla nas jest szczery uśmiech potrzebujących, oni organistówkę traktują jak drugi dom.

Na jednej ze ścian widnieje napis "Nigdy nie patrz na nikogo z góry, chyba że właśnie pomagasz mu wstać".

 

Jeśli chcecie przeczytać więcej, zapraszamy do zakupu 15 numeru Korso Gazety Sanockiej.

Tomasz Majdosz

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korsosanockie.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe