Człowiek czynu

  • 3.09.2018, 08:39 (aktualizacja 10.09.2018 12:06)
  • Tomasz Majdosz
Człowiek czynu Tomasz Majdosz
O swojej wizji i przyczynach startowania w wyborach samorządowych mówi czwarty kandydat na fotel burmistrza Sanoka, Robert Płaziak, obecnie dyrektor SP ZOZ w Lesku. Na łamach naszej gazety to już trzeci wywiad z kandydatem na najwyższe stanowisko w mieście.

Dlaczego teraz zdecydował się pan stratować, a nie na przykład cztery lata temu?

Uważam, że to jest dla mnie odpowiedni czas. Za pięć lat może być za późno. Jestem przekonany, że to są właściwe dla mnie wybory samorządowe. Dojrzałem, w tym do właśnie takiej decyzji. Start w wyborach traktuję jako element doskonalenia siebie we współpracy z ludźmi i dla ludzi. Przypomnę słowa, które wypowiedziałem podczas mojego pierwszego publicznego wystąpienia już jako kandydat na kandydata na burmistrza: zawsze kierowałem i będę się kierował maksymą, że moje działania, także start w wyborach mają służyć komuś i czemuś, a nie przeciw lub w opozycji do kogoś. Na takie działanie szkoda czasu. Należy kontynuować to, co rozpoczęli poprzednicy, wykorzystując wszelkie możliwości rozwoju i dokładając swoją energię.

Powiedział pan też, że nie będziemy rozmawiać o programie, że na to przyjdzie czas w połowie września. Uchyli pan jednak rąbka tajemnicy tego działania dla..., a nie przeciw?

Sanok musi być miastem, w którym chcieliby zostać ludzie, młodzi z potencjałem, talentami, prowadzący swoje biznesy, tacy, którzy teraz często decydują się wyjechać. Większość wskazuje, że podstawowym powodem emigracji są niskie zarobki.

Sanok musi być również przyjazny dla osób starszych, nie powinno się im odmawiać opieki, na którą zasługują. Trzeba wielu lat, być może kilku kadencji, żeby wypracować w ludziach chęć pozostania i poczucie odpowiedzialności za miejsce, w którym żyjemy, pracujemy i mieszkamy. Dzisiaj często pierwszym wyborem młodego człowieka jest wyjazd i taką decyzję podejmują nie tylko młodzi, ale i w sile wieku, którzy zdesperowani są brakiem nadziei na zmianę. Pozostawiają często swoje rodziny, rodziców w mieście. Dlatego tak ważne jest wypracowanie modelu funkcjonowania miasta odrębnie dla kilku grup docelowych, młodych, w sile wieku i osób starszych.

Poza tym co powiedziałem, proszę popatrzeć na nasze miasto. Mamy piękne ulice, zadbane i wyremontowane domy, przepiękny park, unikatowy skansen i muzeum na skalę ogólnokrajową a może i europejską, budujemy basen, obwodnicę, w zasadzie mamy wszystko, czego potrzeba, by czuć się bezpiecznie, ale nie mamy radości i może nie doceniamy tego, co już zrobiliśmy.

Co pan więc proponuje?

Rolą burmistrza jest stworzyć zespół ludzi, którzy stawiają na rozwój. Musimy wykorzystać potencjał oraz już istniejące inwestycje i dać im możliwość zainicjowania rozwoju miasta. Powtórzę: Sanok Miastem Ambicji Rozwoju i Technologii (program SMART). Ludzi nie trzeba napędzać, aby chcieli pracować. Należy ich przekonać, że ich działania na rzecz miasta są zauważane. Należy stawiać ambitne cele i je realizować wspólnie. Proszę zobaczyć, ile firm działa na Olchowcach, Dąbrówce, ile z nich eksportuje swoje produkty poza Sanok i poza granice kraju. Energię tych ludzi możemy przekierować na Sanok. Musimy przejść z retoryki, że "to pieniądze z zewnątrz i władza zrobiły" na to, że jest to wspólny wysiłek mieszkańców i nasze podatki.

Ludzie panu uwierzą w to, co pan mówi? Wyborców trzeba jakoś przekonać.

Jestem za modelem kampanii oszczędnej, może nawet ascetycznej, bez krzyku i obrażania, zbędnych billboardów i fajerwerków, ale z bezpośrednim kontaktem z człowiekiem. Ważny jest szacunek do ludzi. Utarło się, że kampania to show, w którym obiecuje się i udaje kogoś innego niż jest się w rzeczywistości. Chcę szanować ludzi. Pokazać, że praca każdego człowieka, w tym osoby pełniącej funkcję burmistrza jest misją, obowiązkiem i służbą dla ludzi. Pracujemy dla siebie i innych. Człowiek powinien cieszyć się ze swojej pracy.

Mówi pan o ascetycznej kampanii, ale w zarówno w Polsce jak i w Sanoku powielamy wzór amerykański. Kampania musi być głośna, rozdmuchana i agresywna. To gwarantuje sukces.

Może nie powinniśmy w tym wypadku sięgać do wzorców amerykańskich. Mamy inną mentalność i inne rzeczy są dla nas ważne. Daleki jest mi obraz robienia czegoś na chwilę. Tworzenia efemerycznych organizacji na potrzeby kampanii przedwyborczych, obiecywania i grania na emocjach. Dlatego startuję jako kandydat bezpartyjny we współpracy z Sojuszem Lewicy Demokratycznej.

Hipotetycznie, nie lepiej byłoby połączyć siły z Jakubem Osiką i Tomaszem Matuszewskim i stworzyć wspólny komitet. Powtarzał pan wielokrotnie, że gotowy jest do współpracy.

Przypomnę, przygotowywałem się do wejścia w życie społeczne mojego miasta przez kilka lat. Poza tym odnoszę wrażenie, że retoryka stosowana przez innych kandydatów jest przeciw komuś lub czemuś. A proponowany model kampanii ma temu służyć – "musisz być w opozycji do urzędującego burmistrza wtedy wygrasz". Ja tak nie chcę. Jakub Osika, Tomasz Matuszewski oraz Tadeusz Pióro to osoby, które mają swoje umiejętności i doświadczenie. Dobrze byłoby z nimi współdziałać, współpracować. Przecież już współpracowałem z Jakubem Osiką. Tomasza Matuszewskiego uważam za bardzo dobrego organizatora, a z osobami z Prawa i Sprawiedliwość w Lesku współpracuję bez najmniejszych przeszkód. Dla mnie liczą się ludzie i ich potencjał, a nie poglądy. Mój start traktuję jako formę zaprezentowania innej jakości i alternatywy dla Sanoka i jego mieszkańców.

Nie boi się pan, że może ktoś na przykład przeciw panu wysuwać będzie jakieś niedorzeczne oskarżenia. Przecież obecna kampania przybiera karykaturalne rozmiary właśnie w stylu kampanii amerykańskich.

Boję się, bo to ludzkie. Ale właśnie tym startem chcę sprawić, że ludzie przestaną się bać. Jestem osobą działającą transparentnie. Każdy, kto mnie zna, wie, jak działam i jak pracuję.

Jest pan utopistą.

Może. Wierzę, jednak w to, co robię. Kiedy szedłem na spotkanie z panem, zaczepił mnie przechodzień. Wie pan, co mi powiedział? Gratuluję startu. Do każdej podejmowanej przeze mnie działalności przygotowuję się w najlepszy możliwy sposób. Jeżeli rozpoczynam jakiś projekt, to bardzo twardo stąpam po ziemi. A marzyć trzeba, bo właśnie marzenia kreują i pobudzają rzeczywistość.

Do ludzi należy trafiać poprzez działanie, a nie mówienie o nim. Czasem trzeba w pracy ubrudzić sobie ręce, żeby do czegoś dojść i zdobyć ludzkie zaufanie. Trzeba pracować mądrze.

Ludzie przede wszystkim są zmęczeni codziennością, a w wymiarze polityki walką pomiędzy największymi partiami.

Dlatego wydałem sam sobie zupełny zakaz obrażania kogokolwiek, kto reprezentuje inne spojrzenia na rzeczywistość.

Przytoczę panu jeszcze inny przykład. Zgłosiła się do mnie osoba działająca w public relation, która powiedziała mi, że mam być wyrazisty, patrzeć ludziom prosto w oczy, no i przebojowy – wszystko takie amerykańskie, jak pan powiedział. A ja chciałbym podczas mojej kampanii usiąść na Rynku, przy kawie i zaprosić chętnych do rozmowy. Mając na uwadze, że w jakiś sposób powinienem zaprezentować im mój program i wizję na współrządzenie miastem. To oczywiście taka przenośnia, przecież ja nie wyjechałem z tego miasta i siłą rzeczy muszę znać jego problemy, chodząc codziennie po jego chodnikach, wchodząc do sklepu czy rozmawiając na hali targowej podczas kupowania warzyw. Nie szanowałbym mieszkańców Sanoka, jeżeli przedstawiłbym program tylko na potrzeby kampanii wyborczej.

Z tego co pan mówi, wnioskuję, że wzoruje się pan na działalności Tadeusza Ferenca.

Ma pan rację. Podziwiam go jako człowieka czynu. Miałem przyjemność się z nim spotkać i usłyszeć, w jaki sposób należy przygotować miasto do rozwoju. Jest więcej takich osób. Proszę popatrzeć na rozwój Krosna czy Krakowa. A tak na marginesie, pamięta pan, z jakiego obozu wywodzą się prezydenci tych miast?

Wiem, do czego pan zmierza [śmiech].

Dzisiaj prezydent Rzeszowa, dawny kandydat lewicy, jest zapewne dumny z sukcesów mieszkańców i miasta. Myślę, że mieszkańcy też.

Tadeusz Ferenc zaczął od rynku pracy i rynku mieszkaniowego.

Jednym z moich pomysłów będzie wykorzystanie w Sanoku rynku wtórnego, na przykład mieszkaniowego i współpraca z dysponentami mieszkań. Jestem przekonany, że mamy wiele pustych lokali, które można by spożytkować na lokale socjalne, komunalne dla tych pracujących w Sanoku, dla inwestorów. To powinno być umiejętne wykorzystanie już istniejącego potencjału miasta, co zawsze będę powtarzał. Wykorzystać potencjał ludzi i regionu do rozwoju. Proszę mi wierzyć, w Sanoku jest co robić. A sanoczanie na to zasługują, by mogli być dumni ze swojego miasta. Resztę przedstawię w programie wyborczym.

Rozmawiał Tomasz Majdosz.

Tomasz Majdosz
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korsosanockie.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe

jakiś kod
optAd360 AI Engine -please insert this code on EVERY PAGE at the top of thesection- ---------------------------------------------------------------