Julek Świdurski z Sanoka dwa razy pokonał śmierć. Rodzice chłopca proszą o pomoc

  • 9.11.2018, 11:46 (aktualizacja 09.11.2018 12:03)
  • Sabina Tworek
Podziel się:
Oceń:
Julek Świdurski z Sanoka dwa razy pokonał śmierć. Rodzice chłopca proszą o pomoc Archiwym rodzinne Trwa zbiórka na rehabilitację Julka Świdurskiego z Sanoka. Wierzymy, że i tym razem uda się pomóc chłopcu.
2-letni Julek wciąż walczy o życie. Pomóc może każdy, wpłacając pieniądze na konto lub wysyłając SMS-a.

Julek przyszedł na świat 8 grudnia 2016 roku. Ważył cztery kilogramy. W czasie ciąży nic nie wskazywało na to, że z jego zdrowiem będzie coś nie w porządku. Dopiero badania kontrolne po porodzie wykazały niepokojące szmery serca. Chłopiec został źle zdiagnozowany i zoperowany na wadę serca, której tak naprawdę nie miał. Lekarze stwierdzili u niego HLHS, czyli niedorozwój lewego serca.

 

- Nasz świat zatrzymał się w gabinecie lekarza kilka godzin po porodzie - wspomina ze łzami w oczach matka Ewelina Świdurska. - Po rocznej terapii okazało się, że postawiona diagnoza była błędna, a Julek leczony był w niewłaściwy sposób, co wyrządziło mu jeszcze większą krzywdę. Za nami dwie walki o życie. Wszystko, co się wydarzyło, sprawiło że synek nie rozwija się tak, jak jego rówieśnicy.

 

To cud, że Julek żyje

 

Państwo Świdurcy mają troje dzieci.

- Od pojawienia się dwóch kresek na teście ciążowym byliśmy najszczęśliwsi - opowiada kobieta. - Julek to nasze trzecie dziecko, wyczekane i wymarzone. Każde badanie kontrolne uspokajało, pozostawiało strach gdzieś daleko za nami. Miało być normalnie, pięknie. Niczym niezmącone szczęście trwało do chwili pierwszych badań zrobionych po porodzie. Szmery nad sercem, podejrzenie wady – jeszcze wtedy panika przeplatała się z nadzieją na błąd lub niegroźną wadę. W tym wszystkim najstraszniejsza była bezradność, bo jedyne, co mogliśmy to czekać, mieć nadzieję na to, że najgorsze jednak nie stanie się realne. Zabrano nam dziecko, przewieziono do innego szpitala. Zostaliśmy sami z myślami, które powodowały, że chciało się wyć z rozpaczy.

 

Pani Ewelina zaznacza, że gdyby nie prostin, lek ratujący życie, jej syn nie przeżyłby pierwszych dni. Życie, które dopiero co się rozpoczęło, mogło w każdej chwili zgasnąć.

W dwunastym dniu Julek przeszedł pierwszą operację serca. Po miesiącu mógł wrócić do domu, gdzie czekali na niego bliscy.

- Wreszcie mogliśmy nosić go na rękach, bez strachu o kabelki, do których przypięty był w szpitalu. Niestety wciąż ze strachem o jego życie, bo przecież ta choroba mogła dać o sobie znać w każdej chwili. Dała szybciej, niż przypuszczaliśmy. Doszło do niewydolności krążenia i wstrząsu kardiogennego.

 

Było coraz gorzej

 

Julek przebywał w szpitalu pięć miesięcy.

- W tym czasie z synkiem działo się niemal wszystko - wspomina matka. - Prawa komora, która miała być systemową, przestawała pracować, a stan naszego dziecka pogarszał się. Niewydolność zaczęła obejmować inne narządy, a lekarze zaczęli wątpić, że cokolwiek jeszcze uda się zrobić. Stan Julka był krytyczny. Jego serce przestało bić i dopiero po 40 minutach reanimacji Julek do nas powrócił. Wszystko to, co wydarzyło się przez te pięć miesięcy, ma dzisiaj swoje skutki. Julek w tym czasie był zaintubowany, karmiony sondą.

 

Po licznych konsultacjach lekarskich okazało się, że chłopiec nie ma wady HLHS.

 

- To był dla nas szok - mówią rodzice. - Leczenie, któremu zostało poddane nasze dziecko nie było trafne. Przez rok wmawiano nam, że synek cierpi na jedną z najgorszych wad serca, że możemy liczyć tylko na leczenie paliatywne, że nikt nie wie, jak długo będzie żył. Gdyby po urodzeniu trafił w odpowiednie ręce, miałby korektę wady i nie byłoby tego strasznego okresu, kiedy walczył o życie.

 

Rodzina błaga o pomoc

 

Okazuje się, że chłopiec ma artezję aorty. Jego stan zdrowia nadal jest ciężki i wymaga ciągłej opieki lekarskiej. Julek waży o wiele mniej niż jego rówieśnicy. Nie chodzi, a jego mięśnie potrzebują szybkiej regeneracji. Po długotrwałym unieruchomieniu dziecko dopiero teraz zaczyna ruszać rączkami i nóżkami. Konieczna jest kosztowna, intensywna rehabilitacja, która pomoże nadrobić stracony czas.

 

- Nasze dziecko uciekło śmierci - mówią rodzice. - Nie poddaliśmy się w krytycznych momentach, więc tym bardziej nie możemy poddać się teraz. Widząc uśmiech synka, wiemy, że nic piękniejszego nie mogło nam się przytrafić. Dobrzy ludzie już raz nam pomogli. Niestety – choroba zmusza do tego, by poprosić o pomoc raz jeszcze.

 

 


Pomóc Julkowi można, wpłacając pieniądze na konto utworzone przez Fundację Siepomaga

ul. Za Bramką 1
61-842 Poznań
Numer w Alior Banku
65 1060 0076 0000 3380 0013 1425
IBAN: PL SWIFT: ALBPPLPW

Tytułem
12991 Julian Świdurski darowizna

lub wysyłając SMS-a pod numer 72365

Treść S12991
Koszt 2,46 brutto (w tym VAT)

 

Sabina Tworek
  • TAGI:

Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korsosanockie.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.
Anonim
Anonim 9.11.2018, 22:21
To moze niech Ci co źle zdiagnozowali i wykonali operacje teraz placa odszkodowanie...
Ja
Ja 10.11.2018, 14:28
Tylko, że batalie w sądach mpgą potrwac latami a rehebilitacja jest potrzebna teraz
Bozena
Bozena 9.11.2018, 21:28
Zycze zdrowia dla Synka z calego serca .

Pozostałe

jakiś kod
optAd360 AI Engine -please insert this code on EVERY PAGE at the top of thesection- ---------------------------------------------------------------