Reklama

Reklama

CIARKO STS SANOK: Pobili mistrza. Naprawdę! [FOTORELACJA]

Opublikowano: ndz, 22 lis 2020 22:24
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Tym razem nikt już nie powie, że to nie sensacja, co najwyżej niespodzianka. Hokeiści CIARKO STS pokonali mistrza Polski i aktualnego lidera ekstraligi drużynę GKS TYCHY 3-1. Czy można było sobie wymarzyć lepszy prezent na inaugurację III rundy rozgrywek? Jaka szkoda, że nie mogli tego na żywo zobaczyć kibice!

CIARKO STS SANOK – GKS TYCHY 3-1 (0-0, 0-1, 3-0)

0-1 Ladisla Havlik-Mateusz Gościński-Filip Komorski (22.50)

1-1 Mateusz Wilusz-Bogusław Rąpała-Marek Strzyżowski (49.50, 4/3)

2-1 Jesperi Viikila-Eetu Elo-Riku Sihvonen (55.51, 5/4)

3-1 Riku Sihvonen-Marek Strzyżowski (59.56, 5/4)

 

CIARKO STS: Spesny – Olearczyk (2), Rąpała (2); Strzyżowski, Wilusz, Biały – Kamienieu, Piippo; Elo, Viikila (2), Sihvonen – Demkowicz, Biłas; Filipek, Witan (2), Bukowski – Skokan, Florczak; Bielec, Ginda (2), Łyko.

GKS: Murray – Havlik, Kotlarz (4); Gościński, Komorski (2), Jeziorski (4) – Seed, Novayovsky; Witecki, Galant, Wronka – Ciura (2), Pociecha; Szczechura, Cichy, Mroczkowski (4) – Bizacki, Kogut; Marzec, Rzeszutko, Dupuy.

SĘDZIOWALI: Paweł Kosidło-Sebastian Kryś oraz Mateusz Bucki-Wiktor Zień. KARY: 10-16 minut.

Nic nie robiło na nich wrażenia. Ani tytuł aktualnego mistrza Polski, ani zdecydowane liderowanie w rozgrywkach, ani znaczące nazwiska. Chcąc nie myśleć o tym, wspominali pierwszy mecz tego sezonu z GKS-em Tychy, minimalnie przegrany 3-2. Twierdzili, że z mistrzem dobrze im się gra.

Zaczęli jak równy z równym. Pierwsze obustronne uderzenia bez trudu wyłapywali bramkarze. Pierwsze niepokoje pojawiły się między 7 i 9 minutą, kiedy na ławkę kar powędrował Ginda, a pół minuty po nim Olearczyk. Przez 1,5 minuty bronili się skutecznie trzech przeciw piątce, co dodało im wiary, że w tym meczu trzeba walczyć o pełną pulę. W 10 min. w idealnej sytuacji sam na sam z Murrayem znalazł się Biały, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem i nic z tego nie wyszło. W 17 min. znów Biały postraszył bramkarza gości, ale krążek wylądował w jego raku. W końcówce tercji zaatakowali górnicy. Po stracie krążka przez Strzyżowskiego, poszła szybka kontra rywala trzech na jednego. Pojedynek sam na sam Galanta z Spesnym wygrał bramkarz Ciarko STS. W ostatnich sekundach mocno strzelił Mroczkowski, Spesny zdołał odbić krążek, który dopadł Szczechura, ale jego strzał także obronił najmocniejszy punkt drużyny sanockiej. Tercja zakończyła się bezbramkowym remisem, przy bilansie strzałów 6 do 20.

Drugą tercję odważnie zaczęli gospodarze. W 21 min. kąśliwe uderzenie Elo zdołał odbić „Jasiek murarz”, lecz dobitka Sihvonena była mało precyzyjna. W kontrze z niebieskiej huknął Seed, jednak Spesny nie miał problemu z obroną jego strzału. Groźniejszą okazała się akcja Witana, który sprytnie wycofał krążek do najeżdżającego Bukowskiego. Strzał Kuby pewnie wyłapał Murray. Nadeszła 23 minuta i nic nie zapowiadało katastrofy. Wydawałoby się niegroźne uderzenie z okolic bulika zaskoczyło Spesnego i goście objęli prowadzenie. Gdy w 27 min. na ławkę kar powędrował Rąpała, można było się obawiać, że tyszanie pójdą za ciosem i kolejną bramką zechcą rozstrzygnąć losy pojedynku. I poszli. Zrobili prawdziwy młyn pod sanocką bramką. W pewnym momencie krążek trafił do Cichego, ale trudno zgadnąć jak to się stało, że ten z bliskiej odległości nie zdołał umieścić go w bramce. Rozzłościło to mistrzów. Mocniej nacisnęli na przeciwnika, stwarzając kilka znakomitych okazji bramkowych. Najpierw pojedynek sam na sam z Spesnym przegrał Dupuy, po nim z bliska przemierzył Galant, ale na przeszkodzie znów stanął bramkarz STS, następnie strzelał Marzec, po czym z odległości 1 metra dobijał odbity przez Spesnego krążek, ale ten wylądował w jego ręku. Gdy w 35 min. na karę poszedł Witan, wydawało się, że pęknie mur zmęczonych kilkuminutową obroną sanoczan. W 36 min. z bliska uderzał Dupuy, jednak końcówką parkanu zdążył odbić krążek Spasny. Tercja wygrana przez gości 1-0, co można było uznać za sukces sanoczan, na czele z niesamowitym Patrikiem Spesnym w bramce. Bilans oddanych strzałów 7 do 13.

Początek ostatniej odsłony dla gości. Już w 41 min. uciekli sanoczanom trzech na jednego, jednak Demkowicz ofiarnie zablokował ostatnie podanie Wronki. Strzały z dalszej odległości Ciury i Galanta nie zrobiły na zaprawionych w boju defensorach STS większego wrażenia. W 46 min. do bezpańskiego krążka dopadł Biały, ale strzelił mało precyzyjnie, prosto w bramkarza. Minutę później ładną akcję rozegrali Finowie, jednak Sihvonen, idealnie obsłużony przez Viikilę, nie trafił z bliska w światło bramki. Te nieudane akcje podenerwowały tyszan, czego dowodem była kara Jeziorskiego (47.53), a chwilę po niej przewinienie Komorskiego (48.36). Przez 1.17 sek. sanoczanie graliby pięciu na trzech, gdyby nie kara nałożona w międzyczasie na Viikilę. Grając jednak 4 na 3 sanoczanie mocno zaatakowali. Akcję rozpoczął Strzyżowski, zagrał do Rąpały, który wypatrzył będącego na dobrej pozycji Wilusza. Posłał do niego krążek, a ten huknął pod poprzeczkę, nie dając szans Murrayowi na obronę. To była 50 minuta meczu. Rozsierdzeni takim obrotem sprawy goście ruszyli do ataku. W 54 min. Cichy dostał idealne podanie wzdłuż bramki, uderzył krążek w swoim stylu, klęcząc na kolanie, ale Spesny schwycił go niczym muchę. Gdy w 56 min. na ławkę kar poszedł Ciura, STS-iacy postanowili zaatakować. Szybką wymianą krążka popisał się atak „fiński” i pod bramką Murraya zrobiło się bardzo gorąco. W pewnym momencie Sihvonen podał krążek Viikili, a ten błyskawicznie wpakował go do bramki. Minutę później sanoczanie mogli dobić mistrza. Krążek po strzale Wilusza zdołał odbić Murray, dopadł go Sihvonen, lecz dobitka minimalnie minęła słupek. Rzucili się do odrobienia straty tyszanie, ale nic nie udawało się im zmontować. Mało tego, w 58.47 sek. karę otrzymał Mroczkowski. Na 48 sek. przed końcową syreną trener GKS zdjął z bramki Murraya, wzmacniając siłę ataku. To też nic mistrzom nie dało. Krążek przejął Strzyżowski, posłał go do znajdującego się na lepszej pozycji Sihvonena, a ten, na 4 sekundy przed końcem meczu, bez problemów ulokował go w bramce GKS-u.

Takiej radości, jaka zapanowała na tafli po tym jak rozległa się syrena, dawno nie widziałem. Na tę radość sanoczanie naprawdę zapracowali. Brawo drużyna! Brawo Spesny! Brawo trenerzy: Marek Ziętara i Marcin Ćwikła! Brawo prezes Michał Radwański! Brawo CIARKO i wszyscy inni sponsorzy. Dla takich chwil warto było chronić sanocki hokej!

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • rok temu | ocena +0 / -0

    GKS Kibic.

    Świetne zdjęcia, tylko pozazdrościć Wam fotografa!