Reklama

Czy Młodzieżowe Rady Miast są nam potrzebne? Co dalej z sanocką Radą? [WYWIAD]

Opublikowano: pon, 10 maj 2021 07:56
Autor: | Zdjęcie: Młodzieżowa Rada Miasta Sanoka

Czy Młodzieżowe Rady Miast są nam potrzebne? Co dalej z sanocką Radą? [WYWIAD] - Zdjęcie główne

foto Młodzieżowa Rada Miasta Sanoka

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Na początku kwietna 6 radnych Młodzieżowej Rady Miasta Sanoka zrezygnowało z mandatów. O tym, co się wydarzyło, rozmawiam z dwójką z nich: Łukaszem Pileckim oraz Radną, która chciała pozostać anonimowa. Wnioski z tej konwersacji mogą być przydatne dla nas wszystkich.

Tomasz Sroka: Co udało się zrealizować Radzie dotychczas? Z czego jesteście dumni, a co można było zrobić lepiej?

Anonimowa Radna: Jestem pewna, że wiele rzeczy można było zrobić lepiej. Naszym największym przedsięwzięciem była próba organizacji Forum Naukowego. Za pierwszym razem przeszkodziła nam pandemia. Obecnie podejmowana jest kwestia realizacji pomysłu w nowej rzeczywistości, najprawdopodobniej online. Podczas wakacji również próbowaliśmy realizować inne wydarzenia. Tym razem koncert. Dosłownie dwa dni przed planowanym terminem wzrosły zachorowania.
Niestety trzeba było go odwołać. Podobnie stało się z turniejem piłki siatkowej, połączonym ze zbiórką na WOŚP. Niestety, nie było szans na jego realizację. Udało nam się zorganizować jedynie jedną imprezę, również związaną z WOŚP-em. Był to turniej piłki nożnej, który miał miejsce jeszcze w styczniu 2020 r. Dobrze wspominam tę inicjatywę, ale jak na półtora roku działalności, tylko jeden turniej sportowy to chyba marny wynik.

Łukasz Pilecki: Dużym problemem w realizacji jakiegokolwiek projektu był fakt, iż Rada nie posiada żadnego budżetu. Statutowo jest jedynie organem konsultacyjnym. Inicjatywy owszem pojawiały się, ale gdy przychodził czas na ich realizację, zapał wśród większości radnych nagle ostygał. Ostatnim większym pomysłem, który chcieliśmy zrealizować, była organizacja kampanii przeciw przemocy seksualnej.
Z każdą taką inicjatywą byliśmy jednak zostawiani sami sobie. Kiedy zgłaszaliśmy się do kogoś po pomoc, z marszu przekierowywano nas do innej osoby i tak w kółko. Podobnie było i tym razem. Sprawy kampanii niestety nie uda nam się dokończyć, ponieważ już złożyliśmy nasze mandaty.

T. S.: Czy mieliście jakieś zastrzeżenia co do pracy Rady? W jaki sposób Wasze otoczenie odbierało taką formę zaangażowania?

A.R.: Na początku pracy Rady sporym problemem była dla mnie bariera wiekowa. Byłam wyraźnie młodsza od niektórych radnych i zwyczajnie brakowało mi odwagi, aby zabrać głos, czy wejść w dyskusję. Nie było między nami integracji. Poważniejsze problemy zaczęły się po około roku pracy Rady. Nasz Przewodniczący skończył wówczas szkołę oraz został radnym w Radzie jednej z dzielnic miasta. Jednocześnie rozpoczął na swoich social mediach udostępniać treści bezpośrednio związane z jedną z większych partii politycznych. Szczególnie mocno aktywny był w czasie kampanii prezydenckiej.
Nie byłoby oczywiście w tym nic złego, gdyby nie fakt, że Przewodniczący na każdym kroku podkreślał swoją rolę w Radzie. Przez to lokalna społeczność zaczęła przypisywać całej radzie szerzenie poglądów, z którymi się utożsamiał. Wszyscy nasi rówieśnicy zarzucali nam prawicowe poglądy, gdzie w moim, czy Łukasza przypadku jest to bardzo dalekie od prawdy. Nie podobał nam się ten fakt, zwłaszcza że nawet według statutu Rady, Przewodniczący reprezentuję ja na zewnątrz. Nie dziwi mnie więc to, że opinia publiczna powiązała jego aktywność z tym, co reprezentuje Rada.

Ł.P.: Pamiętam, kiedy pierwszy raz przyszedłem na sesję Rady. Zdziwiło mnie, jak sztywna atmosfera panowała podczas obrad. Myślałem, że wszystko prezentuje się na relacjach bardziej koleżeńskich. Przez dłuższy czas sesji czułem się jak w Sejmie. Słuchaliśmy różnych paragrafów, sprawozdań. Na szczęście inaczej było na zebraniach komisji programowych. Tam panowała o wiele luźniejsza atmosfera. Mimo wszystko nie miałem wrażenia, że uczestniczę w pracach Młodzieżowej Rady Miasta.
Otoczenie było gęste, domyślałem się, że przez to wielu radnych po prostu boi się odezwać. Było to dla mnie zbyt „polityczne”, a przecież ten wyraz raczej nikomu się dobrze nie kojarzy. Pragnęliśmy, aby Rada zachowała charakter apolityczny. Można zrozumieć nas źle, ale chce podkreślić: my nie chcieliśmy być kojarzeni z żadną partią, czy ugrupowaniem. Nie przeszkadzał nam fakt ścisłego związania się Przewodniczącego z tą konkretną partią. Przeszkadzało nam to, że związał się z jakąś partią w ogóle. 
Przeczytaj całość wywiadu

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 7 miesięcy temu | ocena +1 / -0

    snk

    Fanatyzm zawsze szkodzi, czy to religijny, czy polityczny...