Reklama

Reklama

Powiedzcie prosto w twarz przyszłym matkom, jaką OBECNIE macie dla nich ofertę pomocy!

Opublikowano: czw, 19 lis 2020 13:27
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości W internecie i w telewizji nie milkną dyskusje na temat wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Kobiety chcą wolności wyboru. Nie czują, jak wielokrotnie powtarzają, żadnego wsparcia ze strony Rządu dla rodzin, które opiekują się dziećmi z niepełnosprawnościami. Przeczytajcie zresztą sami wypowiedź matki takiego dziecka, która nie wytrzymała i postanowiła wyrazić swoje zdanie.

Reklama

" Długo zastanawiałam się, czy zabrać głos w tej sprawie. Zaczęłam nawet wczoraj pisać post, ale uznałam, że poczekam. Że może nieco emocje mi opadną. Nie opadły.

Dlaczego pozwalam sobie napisać, co sądzę o wyroku TK?

Bo jestem matką. I to matką niepełnosprawnego dziecka. Osobą, która z tego powodu zmieniła swoje życie pięć lat temu o 180 stopni. Człowiekiem, który od 12 tygodnia ciąży leżał na Oddziale Terapii Wad Płodu. Kobietą, która przez kilka miesięcy czuwała przy swoim dziecku na OIOMie Terapii Wad Wrodzonych Noworodków i Niemowląt. Opiekunką swojego niepełnosprawnego Syna przez 24 godziny na dobę. Tym samym jestem jego lekarką, pielęgniarką, nauczycielką i rehabilitantką.

Czy żałowałam kiedykolwiek, że mój Syn pojawił się w mojej Rodzinie? Nigdy. Przenigdy!

Ale te pięć lat dało mi tak w kość, że mogłabym tym obdzielić wszystkich Rządzących, Trybunał Konstytucyjny i jaśnie nam panującego Jarosława.

Mam szczęście, że Syn mimo niepełnosprawności żyje i miejmy nadzieje, długo żyć będzie. Mam to szczęście, że jest w kontakcie. Mam to szczęście, że jest dzieckiem rokującym. Mam to szczęście, że mam wsparcie w Rodzinie.

A co jeśli bym tego wszystkiego nie miała?

W naszym kraju wszystko robi się od d…. strony.

Najważniejsze, by urodzić. A potem? A potem to już nie płód a dziecko. A dziecko należy nie do Państwa, a do rodziców. I to oni muszą nieść ciężar przez całe życie. Życie dziecka i swoje.

A może, zamiast zakazywać aborcji dzieci, które nie będą lekko niepełnosprawne, ale bardzo ciężko niepełnosprawne i w sumie ze stuprocentową pewnością umrą, zastanowić się jak można najpierw pomóc ich przyszłym rodzicom?

Może pomyśleć o ośrodkach opieki paliatywnej, takich jak Łódzki Gajusz? Ile takich miejsc mamy w Polsce?! A ile takich dzieci rocznie będzie potrzebowało takiej opieki? Minimum 1500. No nijak Gajusz tego nie pomieści.

Może pora zorganizować jakąś pomoc psychologiczną dla przyszłych rodziców TAKICH dzieci? I to nie byle jaką, ale najlepszych możliwych specjalistów? Przed porodem lekarz powiedział mi, że Olka obie nerki nie pracują i umrze, jak tylko przyjdzie na świat. Wpadłam w czarną rozpacz. To nie był płacz. To była histeria. Po wielu prośbach wezwano na oddział panią psycholog. Panią psycholog pracującą w jednym z dwóch największych szpitali w Polsce zajmujących się chorymi dziećmi. Panią teoretycznie doświadczoną. Chyba to doświadczenie jej się zmieniło w znieczulicę. Bo na mój lament, że moje ukochane dziecko, o które całą ciążę walczę, przechodząc masę operacji prenatalnych i tak umrze, odpowiedziała tylko bez cienia współczucia w głosie: „No niestety, tak na tym świecie już jest. Gdyby wszyscy przeżywali, to byśmy na tym świecie się nie pomieścili”. To jest wsparcie psychologiczne w szpitalu dla kobiety, która rodzi niepełnosprawne, bądź śmiertelnie chore dziecko? To nam potrafią zaproponować?!

Kolejna sprawa to koszty, jakie ponosi rodzic niepełnosprawnego dziecka. U nas w pięć lat „stuknęło” ponad pół miliona złotych. Nie na markowe ciuchy, wytworne jedzenie i eko zabawki z drewna za 1000 zł. Na leki, lekarzy, badania, rehabilitację i sprzęty rehabilitacyjne. I nikt z rządu nam tej kasy nie dał. To nasze ciężko zarobione pieniądze, oszczędności całej rodziny i wsparcie darczyńców. Wsparcie, o które muszę prosić codziennie, chować dumę w kieszeń i żebrać. Tak, żebrać. Wiecie, jakie to jest uwłaczające?

A nasz przypadek to jest sielanka w porównaniu do innych chorych dzieci. Gdzie rodzice zbierają setki tysięcy, a nawet MILIONY na operacje… Właśnie te RATUJĄCE życie. Czyli wtedy już życie tych dzieci dla Państwa nie jest ważne. Nie jest ważne, że cierpią. Nie jest ważne, że umierają, bo rodzice nie zdążyli zebrać miliona czy pięciu na operację… Nie. Ważne, by się urodziło. A potem się martw człowieku, bo chciałeś mieć dziecko, więc to Twój problem.

Widzicie ten absurd?!

Więc może najpierw Rządzący niech zrobią WSZYSTKO, by pomóc tym, którzy JUŻ na tym świecie są i codziennie zmagają się z chorobą. Potem niech się wezmą za tych co na ten świat mają przyjść i zapewnią im i ich rodzinom maksymalne możliwe wsparcie. A potem niech rozpatrują co rodzicom wolno, a czego nie.

A jeśli mają wątpliwość, niech się przejdą na oddział Terapii Wad Płodu i Terapii Wad Noworodków i Niemowląt. I powiedzą w twarz przyszłym matkom, jaką OBECNIE mają dla nich ofertę pomocy. I materialnej i psychologicznej. "

Jeśli ktokolwiek zechciałby pomóc dzielnym rodzicom i wspaniałemu Olinkowi może wesprzeć ich >> TUTAJ <<

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.