Reklama

Reklama

Sanok pokochał Szwejka

Opublikowano: pt, 16 paź 2020 10:30
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Fety wielkiej nie było, ale media lokalne nie omieszkały odnotować, że sto pięć lat temu, 15 lipca 1915 roku przybyli do Sanoka żołnierze 11 kompanii marszbatalionu 91 pułku piechoty austro-węgierskiej, a wśród nich Józef Szwejk, bohater książki Jaroslava Haszka „Przygody dobrego wojaka Szwejka”.

Reklama

Jego pobyt w sanockim grodzie nie trwał długo, a mimo to postać Szwejka jest w nim powszechnie znana. Siedzi uśmiechnięty na swej ławeczce z fajką w ręku, będąc gwiazdą fotoreporterów i turystów. Tajemnicą poliszynela jest to, że wystarczy potrzymać Szwejka za nos, aby zapewnić sobie niezgłębione szczęście.


Przeczytaj także: Jak dbać o zdrowie psychiczne i zachować równowagę w życiu?


„Przygody dobrego wojaka Szwejka” to powieść mocno osadzona w realiach tamtego czasu i oparta na wielu prawdziwych zdarzeniach, których uczestnikiem był albo sam Jaroslav Haszek, albo jego znajomi. Można domniemywać, że wiele z opisywanych przygód rzeczywiście miało miejsce na wojennej trasie pisarza.

Szwejk, u którego stwierdzono wrodzony idiotyzm, w dniu zamachu na arcyksięcia Ferdynanda ponownie trafił do wojska. Przypomniała sobie o nim administracja cesarstwa austro-węgierskiego, wcielając go do służby. – Bardzo mi przykro, ale w wojsku byłem poddany superarbitracji z powodu idiotyzmu i urzędowo zostałem przez nadzwyczajną komisję lekarską uznany za idiotę. Ja jestem idiota z urzędu – stwierdził dzielny wojak. – Gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego – dodał. Szwejk z niezwykłą z pozoru gorliwością stosował się do oficjalnych patriotycznych haseł, kompromitując przy tym ich bezdenną głupotę.

Mimo upływu wieku, Szwejk ciągle bawi. Najzabawniejsze są jego służbowe kontakty z przełożonym. Oto kilka przykładów: - Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że wszystko jest w porządku, tylko kot jest gałgan i zeżarł kanarka. Melduję też, że kota pan już nie ma. Zeżarł pastę do butów i pozwolił sobie zdechnąć. Wrzuciłem go do piwnicy, ale do sąsiedniej!

Swoich przełożonych Szwejk nie tylko bawił, często też irytował: - Szwejku! Jezus Maria, ja was zastrzelę, bydle jedno, ośle, kretynie, gówniarzu jeden! Czy można być takim bałwanem? – Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że można!

Zanim jednak Szwejk trafił do Sanoka ze swoją kompanią, musiał przejechać przez Przełęcz Łupkowską. Pokonywał on tę trasę niedługo po udanej ofensywie wojsk niemieckich i austrowęgierskich, które w wyniku operacji gorlickiej wyparły Rosjan z Galicji. To właśnie na Przełęczy Łupkowskiej Józef Szwejk wymyślił określenie „wicepierdoła” w stosunku do porucznika Duba. Określenie to miało przylgnąć do niższej rangi oficerów, w przeciwieństwie do pułkowników, majorów czy kapitanów, dla których zarezerwowany był tytuł „pierdoły”. W dalszej drodze pociąg z kompanią, której ordynansem był Szwejk, mijał po kolei Szczawną i Kulaśną, aż dotarł na dworzec kolejowy w Sanoku.

Jedną z głównych atrakcji przybywającego do Sanoka wojska były z powodzeniem tu funkcjonujące „zamtuzy”, czyli domy publiczne. Jeden z takowych mieścił się w hotelu „Pod Trzema Różami”. Trafił do niego Szwejk poszukując porucznika Duba, który nie stawił się o czasie na naradę w jednostce. Fragment powieści związany z tym wyjątkowym miejscem tak opisuje Haszek: „… U panny Elly siedział tymczasem podporucznik Dub, który, gdy już batalion rozlokowany był w gimnazjum, zwołał swój oddział i w długim przemówieniu wywodził, że Rosjanie przy odwrocie wszędzie zakładali domy rozpusty z personelem pozarażanym chorobami płciowymi, aby tym podstępem narazić armię austriacką na wielkie straty. Niniejszym ostrzega przeto żołnierzy przed udawaniem się do takich domów. Sam osobiście przekona się czy żołnierze usłuchali jego rozkazu, który jest surowy dlatego, że wojsko znajduje się już w strefie przyfrontowej. Każdy żołnierz przyłapany w domu rozpusty będzie pociągnięty przed sąd polowy. Podporucznik Dub poszedł przekonać się osobiście, czy żołnierze nie wykraczają przeciwko jego rozkazowi i dlatego za punkt oparcia dla swej kontroli wybrał sobie kanapę panny Elly w pokoiku na pierwszym piętrze tak zwanej Kawiarni Miejskiej. Na kanapce owej bawił się bardzo mile”.

Mocno omotany wdziękami panny Elly oraz spożytym alkoholem podporucznik dopiero po dłuższej chwili dysputy ze Szwejkiem oprzytomniał. „…Zaczynał się orientować, że jednak nie jest w koszarach, ale dla pewności zapytał: - Gdzie ja jestem? – Raczy pan się znajdować w burdelu, panie lejtnant. Ludzie bowiem różnymi chadzają drogami”. Dzielny ordynans doprowadził oficera do budynku gimnazjum, gdzie kwaterowała jednostka.

„W bramie gimnazjum Szwejk opuścił podporucznika Duba, który zataczając się, wszedł po schodach na piętro do auli, gdzie odbywała się narada wojenna, i natychmiast zameldował się kapitanowi Wagnerowi jako zupełnie pijany. Podczas obrad siedział ze spuszczoną głową, a w czasie dyskusji wstawał od czasu do czasu i wołał: - „Wasze poglądy są słuszne, moi panowie, ale ja jestem kompletnie pijany”.

Kompania Szwejka długo nie zagrzała w Sanoku. Ruszyła dalej, w kierunku na Tyrawę Wołoską. „…Kompania 11 wyszła o pół do szóstej na Turawę Wolską (nazwa w tekście została zniekształcona). Szwejk wlókł się w tyle za sztabem kompanii i z sanitariuszami, a porucznik Lukasz objeżdżał całą kolumnę i co chwila zajeżdżał ku sanitariuszom, aby się przekonać, czy dobrze został przez nich ułożony na sanitarnym wózku podporucznik Dub, wieziony ku bohaterskim czynom nieznanej przyszłości. Dla zabicia nudy porucznik Lukasz wdawał się w rozmowę ze Szwejkiem, który cierpliwie dźwigał swój plecak i karabin i opowiadał sierżantowi rachuby Vażkowi o tym, jak to się ładnie maszerowało Onego czasu na manewrach koło Wielkiego Międzyrzecza”.

Sama postać Józefa Szwejka liczy sobie ponad sto lat. Po raz pierwszy pojawia się ona w humoreskach z 1911 roku, zaś rok później ukazuje się „Dobry wojak Szwejk i inne osobliwe historyjki”. Przygody praskiego handlarza psami są później kontynuowane w „Dobrym wojaku Szwejku w niewoli”. Najbardziej popularna i rozbudowana wersja jego przygód zaczęła się ukazywać od 1921 roku, gdy wyszedł pierwszy tom „Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”. Powieść, niestety, pozostała niedokończona, gdyż autor zmarł w 1923 roku.

Mimo upływu lat „Przygody dobrego wojaka Szwejka” wciąż cieszą się niesłabnącą popularnością. Czytają je kolejne pokolenia, zaś fani twórczości Haszka, dumnie paradując w austro-węgierskich mundurach, kultywują pamięć o Józefie Szwejku. Także w Sanoku. W 2003 roku w centralnym punkcie miasta, na staromiejskim deptaku, oddano do użytku ławeczkę z postacią wojaka. Odsłaniał ją wnuk pisarza Richard Haszek. Wzbudza powszechne zainteresowanie i sympatię turystów, z których niemal wszyscy wpisują ją do obowiązkowych miejsc „do zaliczenia”. Tak więc Szwejk z powodzeniem konkuruje z Galerią Zdzisława Beksińskiego, Galerią Ikon, czy Muzeum Budownictwa Ludowego, a zdjęcia ze Szwejkiem uchodzą za najcenniejsze, zwłaszcza, że potrzymanie go za nos przynosi podobno wielkie szczęście.

Szwejkowa ławeczka nie jest jedyną sanocką pamiątką po dzielnym wojaku. Zaułek, w pobliżu którego miał znajdować się dom publiczny, gdzie udało się Szwejkowi odnaleźć podporucznika Duba, nazwano „Zaułkiem Dobrego Wojaka Szwejka”. Na staromiejskiej skarpie, nieopodal „Ławeczki” znajduje się restauracja „U Szwejka”, serwująca menu z czasów, gdy w Sanoku przebywał dzielny wojak.

Powstał także turystyczny szlak „Śladami wojaka Szwejka”, który okrąża praktycznie całe Bieszczady, prowadząc doliną Osławy i Sanu, przez Góry Słonne w Góry Sanocko-Turczańskie. Wędrówkę umilają tabliczki z cytatami ze Szwejka. Szlak po stronie polskiej prowadzi od Przełęczy Łupkowskiej poprzez Radoszyce – Komańczę – Szczawne – Kulaszne – Wyskoczny – Poraż – Zagórz – Sanok – Tyrawę Wołoską – Rozpucie – Ropienkę – Wojtkówkę – Jureczkową do Krościenka, będącego granicą państwową.

Jeśli szlak Waszych podróży przebiegał będzie przez Sanok i Bieszczady, nie omieszkajcie pokłonić się Dzielnemu Wojakowi Szwejkowi, koniecznie sfotografujcie się z nim. Na szczęście!

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.