Reklama

Reklama

SKANSEN W SANOKU: Za bary z koronawirusem

Opublikowano: pt, 15 maj 2020 11:00
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości W 2020 rok wchodzili wyjątkowo prężni i zmobilizowani. Zwycięstwo w konkursie na „Najlepszy Produkt Turystyczny” w Polsce w 2019 roku dodawało im skrzydeł, pozwalając na kontynuację ambitnych planów i myślenie o kolejnych rekordach. Tymczasem w marcu wszystkie te plany zburzył podstępny, nieoczekiwany wróg w postaci koronawirusa. Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, bo o nim tu mowa, tak jak wszystkie inne placówki muzealne w kraju, zmuszone zostało do zamknięcia wrót.

Otworzyło je po 52 dniach, licząc straty i nieśmiało patrząc w przyszłość. Jak poradzi sobie w nowej, jakże trudnej rzeczywistości?

- Straty, jakie dotychczas ponieśliśmy, są wymierne i odczuwalne, a trudna do określenia przyszłość ma prawo nas niepokoić. Nie wiemy bowiem jak długo obowiązywać będą restrykcje związane z pandemią, kiedy znów będziemy mogli gościć zorganizowane grupy wycieczkowe, kiedy na tradycyjnych skansenowskich imprezach frekwencję będziemy liczyć nie w dziesiątkach czy setkach, a tysiącach. Tak, jak to było dotychczas – mówi z nutką smutku w głosie Jerzy Ginalski, dyrektor MBL.

Przywołuje ostatnie lata, kiedy to muzeum sięgnęło po dwa nowe rekordy; największą liczbę zwiedzających (ponad 160 tysięcy) i najwyższe dochody z działalności.

Wypracowany w 2019 r. dochód w wysokości 1,5 mln. zł pokrywał 42 procent kosztów funkcjonowania muzeum, co stawiało nas w ścisłej krajowej czołówce, łącznie z placówkami rangi muzeów narodowych, których dochody stanowią około 25 procent kosztów – uściśla dyrektor, dodając, że dzięki nim muzeum mogło się rozwijać i stale uatrakcyjniać swoją ofertę.

Otwarcie muzeum, które nastąpiło 5 maja po ciągnącej się pięćdziesiątnicy, załoga przyjęła z radością, która szybko przemieniła się w smutek. Zmianę nastrojów wywołał fakt, iż w pierwszym dniu skansen odwiedziło …dwoje turystów. Uhonorowano ich bukietem polnych kwiatów i podziękowaniami za przybycie. Następnego dnia grono zwiedzających zwiększyło się do czterech, w sobotę było ich już osiemdziesięciu, a w niedzielę stu osiemdziesięciu. Zaczęły ożywać nadzieje, że sytuacja szybko wróci do normalności, choć sceptycy przywoływali ubiegły sezon, kiedy w majowy weekend skansen odwiedziło 5,5 tysiąca zwiedzających.

W obecnych warunkach trudno jest marzyć o tej rekordowej, magicznej liczbie. W normalnym czasie przez cały maj i połowę czerwca skansen tętnił gwarem grup młodzieżowych, gdyż był to czas wycieczek szkolnych. Dość znaczącą, z roku na rok coraz liczniejszą grupę, stanowili goście zagraniczni. Nie ma ich, zniknęli wraz z zamknięciem przez Polskę granic. Licznie odwiedzali nas też kuracjusze, przebywający w podkarpackich uzdrowiskach: Iwoniczu, Rymanowie i Polańczyku. W tym roku nas nie odwiedzą, z którego to powodu jest nam bardzo smutno – mówi Jerzy Ginalski.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt działalności MBL, którego zabraknie w tym roku, a niewykluczone, że potrwa to dłużej. Mowa o dużych imprezach plenerowych, które przyciągały do skansenu tysiące przybyszy. Mowa o „Jarmarku Folklorystycznym w Skansenie”, a także o „Bartniku Ziemi Sanockiej”, o „Karpatach zaklętych w drewnie”, czy „Karpatach - Górach Kultury”. Były znakomitą promocją Podkarpacia, Sanoka i Muzeum Budownictwa Ludowego. Jak na ironię, w tym roku dwóm z tych imprez Urząd Marszałkowski po raz pierwszy przyznał dotację celową, co miało podkreślać ważną rolę, jaką im przypisuje. Niestety, skończy się na dobrych intencjach, ale te też się liczą.

 

Co z tarczą antykryzysową dla kultury?

Z nieukrywaną ciekawością wywołuję temat wsparcia placówek muzealnych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz organ założycielski, jakim w przypadku MBL jest Urząd Marszałkowski. Okazuje się, że nie ma takowego. Nie ma „tarczy antykryzysowej”, jaką otrzymują przedsiębiorstwa. A przecież muzea też potrzebują pomocy dla swoich działań programowych, dla ochrony miejsc pracy oraz utrzymania zagrożonej płynności finansowej. Kto im ma ją zagwarantować? Kto zapewni muzeom przetrwanie i powrót do normalności? Z apelem o pomoc wystąpił do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Zarząd Główny Stowarzyszenia Muzealników Polskich. Poza odpowiedzią ministra, innej reakcji nie ma.

Były też inne interwencje. W odpowiedzi na „otwarcie parków”, które nastąpiło w II etapie łagodzenia restrykcji związanych z epidemią, Stowarzyszenie Muzeów na Wolnym Powietrzu w Polsce proponowało objęcie nim także muzeów „pod chmurką”. Sugerowano, że na dobry początek można byłoby otworzyć tereny otwarte, udostępniając je amatorom spacerów. Niby czym się różnią od typowych parków? Nic z tego. Przyzwolenie nastąpiło dopiero w kolejnym etapie, dokładnie z dniem 4 maja i uzależniono je od decyzji dyrektorów. A szkoda, bo wiosna w skansenie jest naprawdę bajeczna. Mnóstwo kwiatów, śpiew ptaków, a wszystko to, w scenerii zabytkowych obiektów, tworzy niezwykły klimat.

O mur zakazu odbiła się także organizacja imprezy pn. „Galicyjska graciarnia”, będącej czymś w rodzaju giełdy staroci. W poprzednich latach startowała w kwietniu, w tym roku stanie się to prawdopodobnie dopiero w czerwcu. Dlaczego tak późno, skoro już końcem kwietnia przyzwolenie na handel dostały targowiska, a handel warzywami i owocami mógł odbywać się bez jakichkolwiek zakazów? Tego pracownicy MBL w Sanoku też nie mogą zrozumieć i trudno nie przyznać im racji.

 

Tyle jeszcze do zrobienia…

Nie sposób milczeniem pominąć planów rozwojowych MBL na 2020 rok. Czy koronawirus je zniweczy? Niestety, trzeba się liczyć z taką możliwością, bo przecież każde z planowanych przedsięwzięć wymaga finansowego oparcia. Dyrektor Ginalski nie wyobraża sobie jednak, że muzeum zapadnie w stan hibernacji. Wierzy, że mimo wszystko w tym roku uda mu się rozpocząć odtwarzanie bajecznie kolorowej polichromii w drewnianej synagodze z Połańca. W innym przypadku nie zrealizuje tego zadania w planowanym terminie (przed odejściem na emeryturę). Jego finał jest przewidziany na jesień 2021 r., kiedy to nastąpi oficjalne otwarcie synagogi, jedynego takiego obiektu w polskich muzeach na wolnym powietrzu. Towarzyszyć temu będzie przygotowywane wydawnictwo pt. „Synagoga z Połańca, czyli żydowski świat w miasteczku. Judaika w sanockim skansenie”. Zwiastunem, że cały plan się uda, są przyznane z MKiDN oraz z Urzędu Marszałkowskiego środki na wyposażenie tego obiektu w system ochrony.

Synagoga to zadanie numer jeden, ale są też inne. Na swój czas czeka sektor dworski, który wzbogaci się o tartak ze Zdyni (k. Gorlic). Jego cennym wyposażeniem jest trak produkcji wiedeńskiej, napędzany energią wodną. Woda, skierowana kanałem na dopiero co zrekonstruowane ogromne koło tartaczne, pochodzić będzie ze stawu dworskiego. Nowinką może okazać się kolejny nowy obiekt w tym sektorze, którym jest okazała oficyna dworska z 1834 roku. – Otrzymaliśmy ofertę przeniesienia tego budynku, który znajduje się obecnie w Kolbuszowej. Jest jakby stworzony, aby stać się cennym uzupełnieniem sektora dworskiego. Dołożymy starań, aby jak najszybciej mieć go u siebie – mówi nie kryjąc emocji J. Ginalski.


 

Kto poda pomocną dłoń?

Jak wynika z apelu prezesa Stowarzyszenia Muzealników Polskich Michała Niezabitowskiego, skierowanego do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wobec zniszczeń, jakich dokonuje pandemia koronawirusa, polskie muzea wymagają pilnego wsparcia. Istnieje potrzeba, aby zostały one objęte „tarczą antykryzysową”. Tylko ona może stanowić siłę, stymulującą ich powrót do normalności.

Oprócz wsparcia systemowego, spoczywającego na MKiDN oraz organach założycielskich – w przypadku MBL jest to Podkarpacki Urząd Marszałkowski – niezbędna jest także pomoc organów samorządowych. To one, świadom znaczenia, jakie dla takiego miasta jak Sanok odgrywają obydwa muzea, winny pospieszyć im z pomocą. Jaką? Jej formy należałoby wypracować w bezpośrednich kontaktach. Pomysłów nie powinno zabraknąć.

Jednym z nich mogłyby być duże, ciekawe i przyciągające oko tablice reklamujące sanockie muzea, które należałoby umieścić przy wjeździe do miasta. Zwłaszcza od strony Krosna i Rzeszowa. One winny być wizytówkami królewskiego Sanoka! Ich rola stała się niezwykle istotna właśnie teraz, kiedy powstała obwodnica Sanoka, kusząca przybyszów, aby wygodnie omijać miasto, udając się w Bieszczady. To właśnie te tablice mogłyby sprawić, że większość z nich podąży za kierunkowskazami prowadzącymi do Parku Etnograficznego i Muzeum Historycznego. – Bylibyśmy bardzo kontenci, gdyby Miasto, wespół z Powiatem, uhonorowały nas i doceniły w ten właśnie sposób. Myślę, że we wspólnym, dobrze pojętym interesie. Oczywiście, włączylibyśmy się do dzieła, przygotowując np. projekty graficzne – mówi dyrektor Jerzy Ginalski.

Opuszczając Park Etnograficzny, rzut oka na opustoszały parking. Przed rokiem trudno było znaleźć na nim wolne miejsce. Jak przywrócić tamten obrazek? Załoga MBL jeszcze nie zdołała wyjść z szoku, ale mimo to wierzy, że wrócą dawne czasy. Obawia się tylko, żeby nie sprawdziły faraonowe sny, mówiące, iż po siedmiu latach tłustych, a takie były w latach 2012-2019, nadejdzie siedem chudych. Odganiają od siebie takie myśli. Za dużo ciekawych planów mają do zrealizowania, a poza tym lubią rozwijać swoją „perłę” przy dużej publiczności.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.