Reklama

W Bieszczadach złapałem oddech

Opublikowano: wt, 18 paź 2016 05:01
Autor:

W Bieszczadach złapałem oddech - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Odludne, tajemnicze, surowe Bieszczady. Dawniej uważane były za miejsce idealne dla artystów, ludzi, którym nie po drodze z prawem, chcących zerwać z przeszłością. Obecnie coraz więcej osób świadomie wybiera to miejsce, by ułożyć sobie życie. O tym, w jaki sposób przyciągają góry rozmawiamy z Mirkiem Szulcem, który porzucił dotychczasowe, wygodne życie i na stałe osiadł w niewielkiej Woli Matiaszowej.

Jesteś jedną z osób, które zdecydowały się na porzucenie wygodnego życia i przeprowadzkę w Bieszczady. Co musi się stać w życiu człowieka, by podjąć taką decyzję?
– Po kilku latach pracy w korporacji w Polsce poczułem, że tracę coś ważnego. Tracę dystans. Wyjechałem za granicę. Do Irlandii. Tam upłynęło mi 10 lat. Spełniłem się zawodowo, była ze mną rodzina i dalej mieszka tam mój syn, miałem przyjaciół i życie na dobrym poziomie. Jednak, będąc za granicą, nigdy nie pomyślałem, że mógłbym zostać na zawsze w innym kraju. Człowiek na obczyźnie staje się patriotą. Zawsze w rozmowach, czy to o życiu, czy o muzyce, pojawiał się ten temat. Bardzo ważne było dla mnie, aby mieć kawałek swojej ziemi, gdzie mógłbym zostać na zawsze. Tworzyć dojrzałe plany. By czuć się u siebie. To nie jest możliwe za granicą.


Ale Bieszczady? Jest tyle miejsc, gdzie mogłeś osiąść.
– Tak. Sporo podróżowałem, odwiedziłem wiele miejsc. Jednak człowiek inaczej myśli, gdy ma 20 lat, a inaczej, gdy ma 40. Zawsze uważałem, że w Bieszczadach będę mógł się odnaleźć. Kiedy zacząłem szukać ziemi w kraju, najpierw pojechałem nad morze i na Mazury. Bieszczady zostawiłem na koniec, bo wiedziałem, że jak tu przyjadę, to nie zobaczę innych możliwości. Zostanę. A to nie dawałoby mi spokoju. Gdy 3 lata temu okazało się, że znajomi w Bieszczadach mają do sprzedania ziemię, to był impuls. Kawał pięknego terenu. Łąka na szczycie góry, las, potok, no i stara chałupa z kamienną piwnicą. Wystarczyło, że wyszedłem na górę i wiedziałem, że to będzie moje miejsce. Bieszczady to góry samotne, odludne. Przy tym piękne. Na każdą górę mogę wejść, mogę ją zdobyć, dotknąć… podziwiać. A później, już przy zakupie, okazało się, że dawniej właścicielami tego miejsca byli ludzie o tym samym nazwisku, co moje. Niesamowity zbieg okoliczności. Znak od losu.

Więcej w 41 numerze Tygodnika Korso Gazeta Sanocka

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.